piątek, 28 czerwca 2013

One Shot '1




~One shot~
„ I must know him”
[ Larry <3 ]

! Sceny +18 będą oznaczane w ten sposób ~~~~. Nie chcesz, nie czytaj. !


  *Narrator*

Siedział tam już dobrą godzinę.

Harry Styles.

Chłopak, który nie pasował do grupy swoich znajomych, ale trzymał się z nimi, ponieważ nie chciał mieć problemów w szkole. Niestety i tak je miał, był inny, odosobniony, dziwny.

- Harry!
- Tak? – powiedział wyrwany z rozmyśleń.
- Zostaw go John, on znowu jest w swoim własnym świecie.
- Po prostu się zamyśliłem – powiedział Harry, próbując zatrzymać drwiny kolegów.
- Dobra, chcesz fajkę?
- Nie dzięki – odpowiedział zniesmaczony.
- Ja pierdo*e!
- Co jest Mike?
- Nie mam ognia…
- To weź zapytaj tamtych – powiedział John wskazując druga grupkę, która siedziała na wiadukcie.

Wtedy Mike wstał i ruszył w ich kierunku. Harry obrócił się bo nie wiedział o kogo im chodzi i wtedy uderzył w niego widok, który przyprawił go o dreszcze. Grupka chłopaków taka jak każda inna, oprócz jednego z nich, on nie był ubrany w ciemne ciuchy, nie nosił dresów, nie miał na sobie za dużej bluzki. On miał czerwone podwinięte rurki i kremowy sweter w lekkie paski oraz tomsy podobnego koloru. Jego włosy były w nieładzie, a jego uśmiech przynajmniej według Harrego był najpiękniejszy na świecie. Hazz nie mógł tylko zobaczyć jego oczu, ale miał pewność, że są one nieziemskie.

- Harry! – krzyknął Mike odpalając papierosa.
- O już wróciłeś…
- Czego się tam tak gapisz?
- A tak jakoś…
- Może się zakochał – wtrącił Georg.
- Harry? Przecież Harry się nie zakochuję.
- I tak nikt by go nie chciał – na ten komentarz wszyscy zaczęli się śmiać, wszyscy oprócz Harrego.
- Dzięki…
- No Styles, daj spokój. Żartowaliśmy – próbował pocieszyć go Mike – Schodzimy na dół, idziesz z nami?
- Mam złazić po tych drzewach na dół?
- Nie bądź baba Styles!
- Dobra idę.

Harry jakoś dał sobie radę, ale gdy chłopaki chcieli zmienić miejsce pobytu przypomniało mu się, że zostawił na górze kogoś, kogo koniecznie musiał poznać. Nie wiedział czy chłopak w czerwonych rurkach jeszcze tam jest, więc musiał to sprawdzić. Niestety wiązało się to z wejściem po drzewie na wysokość 10 metrów, jak nie więcej. Oznajmił chłopakom żeby poszli bez niego, po czym zaczął się wdrapywać. Już prawie dotarł gdy osunęła mu się noga i pewnie spadłby gdyby nie ktoś kto go złapał i wciągnął na górę. Wstał, otrzepał się, podniósł głowę w celu sprawdzenia kto go uratował i wtedy ujrzał jego, chłopaka dla którego wspinał się po drzewie. Stał nieruchomo nie mogąc wydusić z siebie ani słowa, gdyż turkusowe tęczówki nieznajomego mu na to nie pozwalały.

   *Harry*

- O czym tak myślisz? – spytał głosem anioła.
- M-masz ładne oczy… - wydukałem, a on uśmiechnął się tak, że moje serce zaczęło bić mocniej.
- Dziękuję. Jestem Louis.
- Ładnie. Harry.
- Coś jeszcze mam ładnego?
- Tyłek masz nawet, nawet… - obydwoje wybuchliśmy śmiechem.
- Bezpośredni jesteś, lubię takich – i znowu śmiech.

Postanowiliśmy usiąść, porozmawiać i poznać się trochę. Z resztą do tego dążyłem, w myślach miałem tylko „I must know him”.

- A więc Louis, czemu nie poszedłeś z kolegami?
- To bardziej znajomi niż koledzy…po prostu chcieli iść gdzieś, gdzie ja nie miałem ochoty. No i miałem też cichą nadzieję, że wrócisz.
- Naprawdę?
- No tak. Ty nie po to tu przyszedłeś?
- No dobra, nie oszukujmy się, prawie się zabiłem wchodząc po drzewie tylko po to aby ujrzeć twoje piękne oczy.
- W takim razie patrz ile tylko chcesz…

Rozmawialiśmy jeszcze trochę o naszych rodzinach, szkołach, ulubionych potrawach, kolorach, liczbach i miejscach zamieszkania. Sam nie wiem czemu mu o tym wszystkim opowiedziałem, przecież znałem go od nie całej godziny…

- Robi się ciemno – powiedziałem patrząc na niego.
- Ty też masz ładne oczy, zwłaszcza w blasku księżyca…

Po tych słowach Lou przysunął się do mnie. Uniósł lekko rękę i przejechał nią delikatnie po moim torsie, a ja cały czas śledziłem wzrokiem jego palce aż do momentu kiedy znalazły się w moich włosach a następnie na szyi, co wywołało u mnie dreszcze. Zbliżył swoją twarz do mojej i musnął delikatnie wargami moje usta, lecz tuż po tym szybko się odsunął.

- Przepraszam…
- Nie musisz – dodałem cicho i tym razem to ja go pocałowałem siadając jednocześnie na jego udach.

                                                            ~~~~            

 Ułożył swoje dłonie na moich plecach lecz długo ich tam nie trzymał, gdyż po chwili poczułem je na swoich pośladkach. Louis przysunął mnie bliżej cały czas się ze mną całując przez co otarłem się swoją erekcją o jego. Jęknąłem prosto w jego usta, na co on namiętnie wepchnął do nich język. Przewróciłem się na plecy, pociągając go za sobą tak, że teraz to on w pozycji leżąco-siedzącej znajdował się na mnie.

- Co my robimy? – spytał odrywając się ode mnie.
- Nie wiem, ale chcę się z tobą pieprzyć…

Nic nie powiedział, po prostu wpił się w moje usta. Wieczór był ciepły lecz niestety ręce Louisa na mojej nagiej klatce piersiowej były zimne. Ja także zdjąłem z niego górną warstwę, podniosłem się lekko zaczynając lizać i przygryzać jego sutki, no co cicho jęczał i wplótł pace w moje włosy. Mój nowo poznany przyjaciel zaczął dobierać się do moich spodni. Gdy poczułem na swoim penisie najpierw jego rękę a później język wiedziałem, że długo to nie zajmie. Nie myliłem się, moje podniecenie nim było tak ogromne, że doszedłem po kilku minutach. Próbowałem złapać oddech po tym co się stało i trochę się uspokoić lecz gdy ujrzałem zupełnie nagiego Louisa moja erekcja znów stała się bardzo widoczna.

- Masz gumki? – wyszeptał mi do ucha przez co po chwili na moim ciele pojawiły się ciarki.
- Będziemy się kochać bez tego lateksowego gówna.
- Jesteś pewien?
- Chcę prawdziwego seksu…
- Obróć się Harry.

Wykonałem jego polecenie. Z początku poczułem w sobie jeden palce, potem drugi lecz gdy trzy rozpalone palce Louisa zapieprzały we mnie jak szalone sprawiając, że jęczałem z rozkoszy kazałem mu we mnie wejść .

Ustawił się za mną, poczułem przy swoim wejściu jego nabrzmiałego, pragnącego seksu penisa – zrób to w końcu! – po tych słowach wszedł we mnie całą swoją długością. Jego muskające co chwile mój kark usta dawały mi dodatkową przyjemność. Trzymając za moje biodra zaczął wykonywać dość szybkie systematyczne ruchy. Ale mi to nie wystarczało i jemu też nie. Spojrzałem mu w oczy i od razu zrozumiał. Przyśpieszył tempo do granic swoich możliwości. Nie minęło 10 minut, a oboje leżeliśmy obok siebie przykryci z wierzchu częścią ubrań.

~~~~ 

- Fajnie było – powiedział zdyszany Lou.
- Fajnie…musimy to kiedyś powtórzyć.
- O to się nie martw – pocałował mnie i ułożył głowę na moim torsie – powtórzymy



Inf. od autorki: One shot dla was tuż przed rozpoczęciem drugiego sezonu "The Princess". Myślę, że wyszedł mi całkiem fajny. Pozdrowienia dla Andmiry, która podsunęła mi na niego pomysł.

7 komentarzy:

  1. Bardo fajny. :) tylko szkoda , że krótki. Czekam na nowy sezon. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy to ty zgłosiłaś tego shota do konkursu na stronke "Stwierdzam zgon, bo Larry." ? potrzebuję wiedzieć czy nikt się nie podszywa pod ciebie. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow naprawdę miło, bo uwielbiam waszą stronkę i jestem zachwycona z powodu, że podoba ci się moje opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czytam je praktycznie od początku. :)

      Usuń
    2. To
      wspaniale, wiec mam pytanie bo ja wygralam ten wasz konkurs, ale bylam
      na koloniach i nie zdazylam w terminie odczytac wiadomosci, wiec czy
      jest szansa ze ja moge odebrac nagrode czyli zostac adminka czy nie ma
      na to szans. Bo ja po prostu bylam na jakiejs wsi i nie mialam internetu
      a bylo by fair gdybym zostala ta adminka bo w koncu to ja wygralam,
      prawda?

      Usuń