~One shot~
„ I must know him”
[ Larry <3 ]
! Sceny +18 będą oznaczane w ten sposób ~~~~. Nie chcesz, nie czytaj. !
*Narrator*
Siedział tam już dobrą godzinę.
Harry Styles.
Chłopak, który nie pasował do
grupy swoich znajomych, ale trzymał się z nimi, ponieważ nie chciał mieć
problemów w szkole. Niestety i tak je miał, był inny, odosobniony, dziwny.
- Harry!
- Tak? – powiedział wyrwany z rozmyśleń.
- Zostaw go John, on znowu jest w
swoim własnym świecie.
- Po prostu się zamyśliłem – powiedział Harry, próbując zatrzymać drwiny kolegów.
- Dobra, chcesz fajkę?
- Nie dzięki – odpowiedział zniesmaczony.
- Ja pierdo*e!
- Co jest Mike?
- Nie mam ognia…
- To weź zapytaj tamtych – powiedział John wskazując druga grupkę, która
siedziała na wiadukcie.
Wtedy Mike wstał i ruszył w ich
kierunku. Harry obrócił się bo nie wiedział o kogo im chodzi i wtedy uderzył w
niego widok, który przyprawił go o dreszcze. Grupka chłopaków taka jak każda
inna, oprócz jednego z nich, on nie był ubrany w ciemne ciuchy, nie nosił dresów,
nie miał na sobie za dużej bluzki. On miał czerwone podwinięte rurki i kremowy
sweter w lekkie paski oraz tomsy podobnego koloru. Jego włosy były w nieładzie,
a jego uśmiech przynajmniej według Harrego był najpiękniejszy na świecie. Hazz nie
mógł tylko zobaczyć jego oczu, ale miał pewność, że są one nieziemskie.
- Harry! – krzyknął Mike odpalając papierosa.
- O już wróciłeś…
- Czego się tam tak gapisz?
- A tak jakoś…
- Może się zakochał – wtrącił Georg.
- Harry? Przecież Harry się nie
zakochuję.
- I tak nikt by go nie chciał –
na ten komentarz wszyscy zaczęli się śmiać,
wszyscy oprócz Harrego.
- Dzięki…
- No Styles, daj spokój.
Żartowaliśmy – próbował pocieszyć go Mike
– Schodzimy na dół, idziesz z nami?
- Mam złazić po tych drzewach na
dół?
- Nie bądź baba Styles!
- Dobra idę.
Harry jakoś dał sobie radę, ale
gdy chłopaki chcieli zmienić miejsce pobytu przypomniało mu się, że zostawił na
górze kogoś, kogo koniecznie musiał poznać. Nie wiedział czy chłopak w
czerwonych rurkach jeszcze tam jest, więc musiał to sprawdzić. Niestety wiązało
się to z wejściem po drzewie na wysokość 10 metrów , jak nie
więcej. Oznajmił chłopakom żeby poszli bez niego, po czym zaczął się wdrapywać.
Już prawie dotarł gdy osunęła mu się noga i pewnie spadłby gdyby nie ktoś kto
go złapał i wciągnął na górę. Wstał, otrzepał się, podniósł głowę w celu
sprawdzenia kto go uratował i wtedy ujrzał jego, chłopaka dla którego wspinał
się po drzewie. Stał nieruchomo nie mogąc wydusić z siebie ani słowa, gdyż
turkusowe tęczówki nieznajomego mu na to nie pozwalały.
*Harry*
- O czym tak myślisz? – spytał
głosem anioła.
- M-masz ładne oczy… - wydukałem,
a on uśmiechnął się tak, że moje serce zaczęło bić mocniej.
- Dziękuję. Jestem Louis.
- Ładnie. Harry.
- Coś jeszcze mam ładnego?
- Tyłek masz nawet, nawet… -
obydwoje wybuchliśmy śmiechem.
- Bezpośredni jesteś, lubię
takich – i znowu śmiech.
Postanowiliśmy usiąść,
porozmawiać i poznać się trochę. Z resztą do tego dążyłem, w myślach miałem
tylko „I must know him”.
- A więc Louis, czemu nie poszedłeś
z kolegami?
- To bardziej znajomi niż
koledzy…po prostu chcieli iść gdzieś, gdzie ja nie miałem ochoty. No i miałem
też cichą nadzieję, że wrócisz.
- Naprawdę?
- No tak. Ty nie po to tu
przyszedłeś?
- No dobra, nie oszukujmy się,
prawie się zabiłem wchodząc po drzewie tylko po to aby ujrzeć twoje piękne
oczy.
- W takim razie patrz ile tylko
chcesz…
Rozmawialiśmy jeszcze trochę o
naszych rodzinach, szkołach, ulubionych potrawach, kolorach, liczbach i miejscach
zamieszkania. Sam nie wiem czemu mu o tym wszystkim opowiedziałem, przecież
znałem go od nie całej godziny…
- Robi się ciemno – powiedziałem patrząc na niego.
- Ty też masz ładne oczy,
zwłaszcza w blasku księżyca…
Po tych słowach Lou przysunął się
do mnie. Uniósł lekko rękę i przejechał nią delikatnie po moim torsie, a ja
cały czas śledziłem wzrokiem jego palce aż do momentu kiedy znalazły się w
moich włosach a następnie na szyi, co wywołało u mnie dreszcze. Zbliżył swoją
twarz do mojej i musnął delikatnie wargami moje usta, lecz tuż po tym
szybko się odsunął.
- Przepraszam…
- Nie musisz – dodałem cicho i tym razem to ja go pocałowałem
siadając jednocześnie na jego udach.
~~~~
Ułożył
swoje dłonie na moich plecach lecz długo ich tam nie trzymał, gdyż po chwili
poczułem je na swoich pośladkach. Louis przysunął mnie bliżej cały czas się ze
mną całując przez co otarłem się swoją erekcją o jego. Jęknąłem prosto w jego
usta, na co on namiętnie wepchnął do nich język. Przewróciłem się na plecy,
pociągając go za sobą tak, że teraz to on w pozycji leżąco-siedzącej znajdował
się na mnie.
-
Co my robimy? – spytał odrywając się ode mnie.
-
Nie wiem, ale chcę się z tobą pieprzyć…
Nic
nie powiedział, po prostu wpił się w moje usta. Wieczór był ciepły lecz niestety
ręce Louisa na mojej nagiej klatce piersiowej były zimne. Ja także zdjąłem z
niego górną warstwę, podniosłem się lekko zaczynając lizać i przygryzać jego
sutki, no co cicho jęczał i wplótł pace w moje włosy. Mój nowo poznany
przyjaciel zaczął dobierać się do moich spodni. Gdy poczułem na swoim penisie
najpierw jego rękę a później język wiedziałem, że długo to nie zajmie. Nie
myliłem się, moje podniecenie nim było tak ogromne, że doszedłem po kilku
minutach. Próbowałem złapać oddech po tym co się stało i trochę się uspokoić
lecz gdy ujrzałem zupełnie nagiego Louisa moja erekcja znów stała się bardzo
widoczna.
-
Masz gumki? – wyszeptał mi do ucha przez co po
chwili na moim ciele pojawiły się ciarki.
-
Będziemy się kochać bez tego lateksowego gówna.
-
Jesteś pewien?
-
Chcę prawdziwego seksu…
-
Obróć się Harry.
Wykonałem
jego polecenie. Z początku poczułem w sobie jeden palce, potem drugi lecz gdy
trzy rozpalone palce Louisa zapieprzały we mnie jak szalone sprawiając, że
jęczałem z rozkoszy kazałem mu we mnie wejść .
Ustawił
się za mną, poczułem przy swoim wejściu jego nabrzmiałego, pragnącego seksu
penisa – zrób to w końcu! – po tych słowach wszedł we mnie całą swoją
długością. Jego muskające co chwile mój kark usta dawały mi dodatkową przyjemność.
Trzymając za moje biodra zaczął wykonywać dość szybkie systematyczne ruchy. Ale
mi to nie wystarczało i jemu też nie. Spojrzałem mu w oczy i od razu zrozumiał.
Przyśpieszył tempo do granic swoich możliwości. Nie minęło 10 minut, a oboje
leżeliśmy obok siebie przykryci z wierzchu częścią ubrań.
~~~~
-
Fajnie było – powiedział zdyszany Lou.
-
Fajnie…musimy to kiedyś powtórzyć.
- O to się nie martw – pocałował mnie i ułożył
głowę na moim torsie – powtórzymy
Inf. od autorki: One shot dla was tuż przed rozpoczęciem drugiego sezonu "The Princess". Myślę, że wyszedł mi całkiem fajny. Pozdrowienia dla Andmiry, która podsunęła mi na niego pomysł.
~One shot~
*Narrator*
Siedział tam już dobrą godzinę.
Harry Styles.
Chłopak, który nie pasował do
grupy swoich znajomych, ale trzymał się z nimi, ponieważ nie chciał mieć
problemów w szkole. Niestety i tak je miał, był inny, odosobniony, dziwny.
- Harry!
- Tak? – powiedział wyrwany z rozmyśleń.
- Zostaw go John, on znowu jest w
swoim własnym świecie.
- Po prostu się zamyśliłem – powiedział Harry, próbując zatrzymać drwiny kolegów.
- Dobra, chcesz fajkę?
- Nie dzięki – odpowiedział zniesmaczony.
- Ja pierdo*e!
- Co jest Mike?
- Nie mam ognia…
- To weź zapytaj tamtych – powiedział John wskazując druga grupkę, która
siedziała na wiadukcie.
Wtedy Mike wstał i ruszył w ich
kierunku. Harry obrócił się bo nie wiedział o kogo im chodzi i wtedy uderzył w
niego widok, który przyprawił go o dreszcze. Grupka chłopaków taka jak każda
inna, oprócz jednego z nich, on nie był ubrany w ciemne ciuchy, nie nosił dresów,
nie miał na sobie za dużej bluzki. On miał czerwone podwinięte rurki i kremowy
sweter w lekkie paski oraz tomsy podobnego koloru. Jego włosy były w nieładzie,
a jego uśmiech przynajmniej według Harrego był najpiękniejszy na świecie. Hazz nie
mógł tylko zobaczyć jego oczu, ale miał pewność, że są one nieziemskie.
- Harry! – krzyknął Mike odpalając papierosa.
- O już wróciłeś…
- Czego się tam tak gapisz?
- A tak jakoś…
- Może się zakochał – wtrącił Georg.
- Harry? Przecież Harry się nie
zakochuję.
- I tak nikt by go nie chciał –
na ten komentarz wszyscy zaczęli się śmiać,
wszyscy oprócz Harrego.
- Dzięki…
- No Styles, daj spokój.
Żartowaliśmy – próbował pocieszyć go Mike
– Schodzimy na dół, idziesz z nami?
- Mam złazić po tych drzewach na
dół?
- Nie bądź baba Styles!
- Dobra idę.
Harry jakoś dał sobie radę, ale
gdy chłopaki chcieli zmienić miejsce pobytu przypomniało mu się, że zostawił na
górze kogoś, kogo koniecznie musiał poznać. Nie wiedział czy chłopak w
czerwonych rurkach jeszcze tam jest, więc musiał to sprawdzić. Niestety wiązało
się to z wejściem po drzewie na wysokość 10 metrów , jak nie
więcej. Oznajmił chłopakom żeby poszli bez niego, po czym zaczął się wdrapywać.
Już prawie dotarł gdy osunęła mu się noga i pewnie spadłby gdyby nie ktoś kto
go złapał i wciągnął na górę. Wstał, otrzepał się, podniósł głowę w celu
sprawdzenia kto go uratował i wtedy ujrzał jego, chłopaka dla którego wspinał
się po drzewie. Stał nieruchomo nie mogąc wydusić z siebie ani słowa, gdyż
turkusowe tęczówki nieznajomego mu na to nie pozwalały.
*Harry*
- O czym tak myślisz? – spytał
głosem anioła.
- M-masz ładne oczy… - wydukałem,
a on uśmiechnął się tak, że moje serce zaczęło bić mocniej.
- Dziękuję. Jestem Louis.
- Ładnie. Harry.
- Coś jeszcze mam ładnego?
- Tyłek masz nawet, nawet… -
obydwoje wybuchliśmy śmiechem.
- Bezpośredni jesteś, lubię
takich – i znowu śmiech.
Postanowiliśmy usiąść,
porozmawiać i poznać się trochę. Z resztą do tego dążyłem, w myślach miałem
tylko „I must know him”.
- A więc Louis, czemu nie poszedłeś
z kolegami?
- To bardziej znajomi niż
koledzy…po prostu chcieli iść gdzieś, gdzie ja nie miałem ochoty. No i miałem
też cichą nadzieję, że wrócisz.
- Naprawdę?
- No tak. Ty nie po to tu
przyszedłeś?
- No dobra, nie oszukujmy się,
prawie się zabiłem wchodząc po drzewie tylko po to aby ujrzeć twoje piękne
oczy.
- W takim razie patrz ile tylko
chcesz…
Rozmawialiśmy jeszcze trochę o
naszych rodzinach, szkołach, ulubionych potrawach, kolorach, liczbach i miejscach
zamieszkania. Sam nie wiem czemu mu o tym wszystkim opowiedziałem, przecież
znałem go od nie całej godziny…
- Robi się ciemno – powiedziałem patrząc na niego.
- Ty też masz ładne oczy,
zwłaszcza w blasku księżyca…
Po tych słowach Lou przysunął się
do mnie. Uniósł lekko rękę i przejechał nią delikatnie po moim torsie, a ja
cały czas śledziłem wzrokiem jego palce aż do momentu kiedy znalazły się w
moich włosach a następnie na szyi, co wywołało u mnie dreszcze. Zbliżył swoją
twarz do mojej i musnął delikatnie wargami moje usta, lecz tuż po tym
szybko się odsunął.
- Przepraszam…
- Nie musisz – dodałem cicho i tym razem to ja go pocałowałem
siadając jednocześnie na jego udach.
~~~~
Ułożył
swoje dłonie na moich plecach lecz długo ich tam nie trzymał, gdyż po chwili
poczułem je na swoich pośladkach. Louis przysunął mnie bliżej cały czas się ze
mną całując przez co otarłem się swoją erekcją o jego. Jęknąłem prosto w jego
usta, na co on namiętnie wepchnął do nich język. Przewróciłem się na plecy,
pociągając go za sobą tak, że teraz to on w pozycji leżąco-siedzącej znajdował
się na mnie.
-
Co my robimy? – spytał odrywając się ode mnie.
-
Nie wiem, ale chcę się z tobą pieprzyć…
Nic
nie powiedział, po prostu wpił się w moje usta. Wieczór był ciepły lecz niestety
ręce Louisa na mojej nagiej klatce piersiowej były zimne. Ja także zdjąłem z
niego górną warstwę, podniosłem się lekko zaczynając lizać i przygryzać jego
sutki, no co cicho jęczał i wplótł pace w moje włosy. Mój nowo poznany
przyjaciel zaczął dobierać się do moich spodni. Gdy poczułem na swoim penisie
najpierw jego rękę a później język wiedziałem, że długo to nie zajmie. Nie
myliłem się, moje podniecenie nim było tak ogromne, że doszedłem po kilku
minutach. Próbowałem złapać oddech po tym co się stało i trochę się uspokoić
lecz gdy ujrzałem zupełnie nagiego Louisa moja erekcja znów stała się bardzo
widoczna.
-
Masz gumki? – wyszeptał mi do ucha przez co po
chwili na moim ciele pojawiły się ciarki.
-
Będziemy się kochać bez tego lateksowego gówna.
-
Jesteś pewien?
-
Chcę prawdziwego seksu…
-
Obróć się Harry.
Wykonałem
jego polecenie. Z początku poczułem w sobie jeden palce, potem drugi lecz gdy
trzy rozpalone palce Louisa zapieprzały we mnie jak szalone sprawiając, że
jęczałem z rozkoszy kazałem mu we mnie wejść .
Ustawił
się za mną, poczułem przy swoim wejściu jego nabrzmiałego, pragnącego seksu
penisa – zrób to w końcu! – po tych słowach wszedł we mnie całą swoją
długością. Jego muskające co chwile mój kark usta dawały mi dodatkową przyjemność.
Trzymając za moje biodra zaczął wykonywać dość szybkie systematyczne ruchy. Ale
mi to nie wystarczało i jemu też nie. Spojrzałem mu w oczy i od razu zrozumiał.
Przyśpieszył tempo do granic swoich możliwości. Nie minęło 10 minut, a oboje
leżeliśmy obok siebie przykryci z wierzchu częścią ubrań.
~~~~
-
Fajnie było – powiedział zdyszany Lou.
-
Fajnie…musimy to kiedyś powtórzyć.
- O to się nie martw – pocałował mnie i ułożył
głowę na moim torsie – powtórzymy
Bardo fajny. :) tylko szkoda , że krótki. Czekam na nowy sezon. :)
OdpowiedzUsuńCzy to ty zgłosiłaś tego shota do konkursu na stronke "Stwierdzam zgon, bo Larry." ? potrzebuję wiedzieć czy nikt się nie podszywa pod ciebie. :)
OdpowiedzUsuńTak jak go zgłosiłam ;3 A ty jesteś adminką z tej stronki?
Usuńtak. :)
UsuńWow naprawdę miło, bo uwielbiam waszą stronkę i jestem zachwycona z powodu, że podoba ci się moje opowiadanie <3
OdpowiedzUsuńczytam je praktycznie od początku. :)
UsuńTo
Usuńwspaniale, wiec mam pytanie bo ja wygralam ten wasz konkurs, ale bylam
na koloniach i nie zdazylam w terminie odczytac wiadomosci, wiec czy
jest szansa ze ja moge odebrac nagrode czyli zostac adminka czy nie ma
na to szans. Bo ja po prostu bylam na jakiejs wsi i nie mialam internetu
a bylo by fair gdybym zostala ta adminka bo w koncu to ja wygralam,
prawda?