niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 11



   *Louis*

- M-możesz powtórzyć? – zająkałem się.
- Ja Harr…
- Hazz jesteś pijany.
- Zamknij się Louis! Ja Harold Edward Styles kocham cię i nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo.
- Jesteś pewien?
- Wydaje mi się, że tak.

W tym momencie przyciągnąłem go jeszcze bliżej aby złączyć nasze usta. Było tak jak tego wieczoru gdy całowaliśmy się po raz pierwszy. Kto by pomyślał, że jedno głupie wyzwanie zmieni moje życie. W pewnej chwili oderwał się ode mnie.

- Wiesz powiedziałem mamie, że będę jutro więc…
- Jeszcze ci mało wrażeń na dzisiaj?
- A ty tylko o jednym księżniczko…
- Dobra Curly, choć, przejdziemy się.

Ruszyliśmy spacerkiem do mojego domu, tym razem to Harry złapał mnie za rękę. Czy on naprawdę się we mnie zakochał? Było by cudownie, ale okaże się rano kiedy trochę wytrzeźwieje.

Dotarliśmy na miejsce, po wejściu do mojego pokoju w celu pójścia spać zaczęliśmy się rozbierać.

- Dla ciebie będę spał w bokserkach – powiedział Harry.
- Nie musisz…
- To w takim razie pomóż mi je ściągnąć…

~~~~ 

    *Harry*

Louis podszedł do mnie i złapał za gumkę moich bokserek ściągając je. Ja zrobiłem to samo z jego. Podniósł mnie a ja oplotłem nogami jego biodra. Po chwili leżałem na łóżku a Lou na mnie. Poczułem na swoim penisie najpierw jego dłoń, potem usta i gdy byłem już blisko tłumiąc jęki, żeby tym razem babci Louisa nas nie usłyszała, on przestał. Wziął mojego penisa powrotem do ręki i po dość krótkim czasie poczułem w sobie jego palec. Jęknąłem cicho i strasznie się spiąłem.

- Spokojnie kochanie, rozluźnij się. Obiecuje, że ci się spodoba.

Zrobiłem to o co prosił, rozluźniłem się, a on powoli poruszał się we mnie, dołączając drugi palec. Jęczałem, to było dziwne uczucie, ale całkiem przyjemne – Ahh…Louis…ja pier…ahh – doszedłem. A Tommo poszedł do łazienki w celu zmycia z siebie mojego nasienia.

~~~~

    *Louis*

Wróciłem z łazienki i zastałem widok nagiego śpiącego loczka. Położyłem się obok i przykryłem nas kołdrą.

Obudziłem się koło godziny 8:30. Harry był wtulony w moją klatkę piersiową. Leżałem jeszcze trochę podziwiając go i bawiąc się jego włosami.

- Dzień dobry słoneczko – powiedział Hazz nagle otwierając oczy.
- Cześć Harry.
- Chyba kochanie…
- Czyli ty mówiłeś serio?
- Oczywiście.
- To znaczy, że od dziś jestem twoim chłopakiem?
- Tak marcheweczko, jesteś – dodał całując mnie.



Inf. od autorki: Przepraszam, że taki krótki i obiecuję, że kolejne będą dłuższe. Można go potraktować bardziej jako dokończenie ostatniego rozdziału. Enjoy! ;3 + specjalnie dla moich ukochanych przyjaciół więcej słowa PENIS.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz