wtorek, 4 czerwca 2013

Rozdział 7




! Sceny +18 będą oznaczane w ten sposób ~~~~. Nie chcesz, nie czytaj. !


   *Louis*

Powoli przebudzając się otworzyłem oczy. Spojrzałem na zegarek, 11:15. Co? Czemu nie jestem w szkole? Już chciałem wyskoczyć z łóżka, ale ból nogi mi na to nie pozwolił. Moją uwagę przyciągnęła karteczka leżąca na biurku. Jakoś ‘doczołgałem’ się do niego i przeczytałem treść liściku. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Z resztą zawsze tak mam myśląc o nim. Po przeczytaniu wiadomości od loczka wszystko mi się przypomniało. No to trzeba czekać pomyślałem i zacząłem zajmować się sobą.


   *Harry*

Wyszedłem z klasy na przerwę przed ostatnią lekcją. Cały dzień nie rozmawiałem z Zaynem, ale wiedziałem, że to nie potrwa długo:

- Hej Hazz. Brałeś coś? Bo jesteś strasznie nieobecny – mówił idący w moim kierunku Malik.
- Nie, po prostu myślę.
- A jak tam Tomlinson? Złamałem mu chociaż nogę? Bo widzę, że go nie ma – uśmiechnął się Zayn.
- Nie. Wszystko jest ok.
- To czemu nie przylazł do szkoły?
- A czemu tak nagle chcesz o nim gadać? - rzuciłem chamskim tonem.
- Dobra już nie wypytuje, o niego i tak nie warto.

Wkurwił mnie. Niestety trzeba było iść na lekcje, więc nie przywaliłem mu. Znaczy gdy odchodziłem dostał tylko „lekko” ramieniem, ale powiedzmy, że to przez przypadek.

Ostatnia była matma. Tuż po dzwonku jak głupi poleciałem do szatni. Chłopaki nie zdążyli nawet zamienić ze mną słowa. I dobrze, nie chciałem z nimi rozmawiać.

Wpadłem do domu, odłożyłem plecak i już chciałem wyjść gdy zatrzymała mnie mama:

- Gdzie idziesz Harry? – powiedziała takim tonem jakbym o 23 uciekał z domu.
- Wychodzę… - już zrobiłem krok w stronę drzwi, ale…
- Haroldzie!
- Proszę cię nie mów tak do mnie.
- Odpowiedz mi dokąd wychodzisz.
- Do Louis, ma problem z nogą i obiecałem, że przyjdę.
- Od kiedy ty dotrzymujesz obietnic Harry?
- A jednak czasem dotrzymuje. Muszę już iść, pa.

Powiedziałem i wyszedłem z domu. Ruszyłem do Louisa. Byłem już przed jego drzwiami, które nagle zostały otworzone.

- Witaj Haroldzie. LouLou czeka na ciebie na górze.
- Dzień dobry pani. Dobrze.
- Weźmiesz dla niego herbatę, stoi w kuchni?
- Oczywiście.

Zabrałem ze sobą napoje i ruszyłem na górę.

- LouLou przyniosłam ci herbatkę – powiedziałem najbardziej kobiecym głosem jak tylko umiałem.
- Babciu, nie trzeba… - już zaczął mówić, kiedy wszedłem – Harry!
- Tak bardzo cieszy cię moja obecność księżniczko? – uśmiechnąłem się.

Odłożyłem picie na biurko i usiadłem na skraju łóżka - Tęskniłem – powiedział Lou spuszczając głowę w dół. Podniosłem jego podbródek i spojrzałem mu prosto w oczy.

- Ulubiona potrawa? – po tym pytaniu oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Marchewki.
- To słodkie. Moja marcheweczka.
- Wiem, co chciałbyś teraz…

Nie zdążył dokończyć. Tak delikatnie jak tylko potrafiłem przyłożyłem swoje usta do jego. Trochę się bałem co zrobi. A on jak gdyby nigdy nic oddał pocałunek. Przysunąłem się do niego, poczułem jego ręce na swoich biodrach. Z chwili na chwile byliśmy coraz bliżej siebie.

~~~~

Usiadłem na nim, ale Louis przyciągał mnie jeszcze bliżej tak, że prawie stykaliśmy się biodrami. Oderwałem się od niego na chwile:

- Lou ja nie jestem pewien czy…
- Nie zrobię nic wbrew twojej woli, obiecuję.

Uległem, zaufałem mu. Oddawałem każdy pocałunek. Poczułem jego język na mojej dolnej wardze proszący o wdarcie do moich ust. Pozwoliłem mu, lekko je rozchylając. Jego język najpierw delikatnie jeździł po moim podniebieniu, lecz po chwili toczyliśmy zaciętą walkę o dominację. Miałem wrażenie, że zaraz rozedrą mi się bokserki z powodu bardzo dużej wypukłości w nich. Louis jakby czytał mi w myślach, pomimo swojej bolącej nogi obrócił mnie tak, że leżałem obok niego, ale to on dominował. Z reszta to nie dziwne, ja nie byłem przecież zbytnio doświadczony w takich sprawach, przynajmniej nie z facetami. Zaczął odpinać pasek od moich spodni, których już po chwili na sobie nie miałem. Jego koszulka równie szybko znalazła się na podłodze. Moja erekcja była naprawdę widoczna i myślałem tylko o tym aby Tommo mi ulżył.

Przejechał palcem po moim członku, na co lekko się wygiąłem. Spojrzał mi w oczy i znów zaczęliśmy się całować. Nie miałem już na sobie nic, Louis złapał mojego penisa w rękę i robił systematyczne ruch w górę i w dół. Jęknąłem mu prosto w usta, na co przyspieszył. Było mi tak dobrze, kiedy on nagle przestał.

- Louie!
- Chciałbyś czegoś więcej Curly?
- Tak.
- Jesteś pewien?
-  Jestem pewien – spojrzałem na niego, miał minę jakbym chciał go wykorzystać – i obiecuję, że potem nie ucieknę.

Już nic więcej nie powiedział, zniżył się i złapał mojego kolegę w rękę. Poczułem jego ciepły i delikatny język na główce mojego penisa. Louis jeździł po nim dokładnie, co doprowadzało mnie do szału – Nie baw się tak ze mną! – podziałało. Spojrzałem w dół, widok mojego znikającego członka w ustach Lou był tak cholernie podniecający. Równie jak uczucie obijania go o tylną ściankę jego gardła.

Wiedziałem, że już długo nie wytrzymam i on tez to czuł, dlatego przyśpieszył – Ahh…Louis…ja, nie…nie mogę – jęczałem i byłem prawie pewny, że babcia Lou to słyszała, ale tym momencie miałem to gdzieś – o ja pierdole…Louis! – wytrysnąłem prosto do jego gardła, a on tak po prostu to połknął. Przykrył nas kołdrą i tym razem ja zdyszany w szoku poorgazmowym, prawie całkiem nagi, bo Lou założył mi bokserki wtuliłem się w jego tors.

~~~~

- Dziękuję Louis, jesteś zajebisty!
- Nie ma za co Hazz.
- Chyba się zakochałem.
- Naprawdę? Malik aż tak cię zauroczył?
- Bardzo śmieszne. W tobie marcheweczko, w tobie…



Inf. od autorki: W końcu jakaś ciekawsza scena, mam nadzieje, że rozdział się wam podoba :) Chciałabym serdecznie pozdrowić moja panią od matematyki, która zabrała mi zeszyt z inną całkiem 'interesującą' sceną.

1 komentarz:

  1. No ładnie, ładnie ciekawie czemu ci zabrała???
    Ale ja na jej miejscu bym się cieszyła bo czyta przed premierowo :P


    Pani K. :P

    OdpowiedzUsuń