poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział 8




   *Harry*

Przebudziłem się nad ranem, to nie był mój pokój, leżałem w bokserkach zamiast nago. Co jest? Otrząsnąłem się dopiero gdy zauważyłem, że obok mnie leży Louis. Wyglądał niesamowicie słodko. Odgarnąłem kosmyk włosów z jego twarzy i przejechałem po niej palcem od skroni do ust, delikatnie wyznaczając ich kontur.

- Dzień dobry kociaku – wymamrotał ziewając Louie.
- Cześć, przepraszam, nie chciałem cię obudzić.
- Nie ma za co, z resztą to było bardzo miłe powitanie…szkoda jednak, że jest dopiero 6 rano – kontynuował Lou po spojrzeniu na zegarek.
- Muszę iść do domu po ciuchy i książki.
- Rozumiem…wiesz Harry, już prawie nie boli mnie noga…
- Poleżałeś zaledwie 2 dni. Nigdzie nie idziesz.
- Hazz, proszeeee… - Tommo spojrzał na mnie maślanymi oczkami, po czym lekko mnie pocałował.
- Dobrze, ale jeśli coś ci się stanie…
- Będę ostrożny.

Drzwi od pokoju nagle się otworzyły, a przez nie weszła babcia Lou. Gwałtownie się od siebie odsunęliśmy i na moje szczęści, choć właściwie można by powiedzieć nieszczęście zdążyłem zejść z łóżka.

- Witajcie chłopcy, zrobiłam wam śniadanie. Harold twoja mam tu była i przyniosła ci rzeczy. Choć widziałam, że nie była do końca pewna czy naprawdę tu jesteś.
- Naprawdę? Dziękuję – podszedłem i odebrałem torbę.

Babcia Tommo już wychodziła, kiedy usłyszeliśmy jej głos.

- Haroldzie?
- Tak proszę pani?
- Ubierz się i następnym razem bądźcie ciszej i dajcie mi zasnąć.
- Dobrze – odpowiedziałem, a ona wyszła.


- Boże….
- Nie przejmuj się Curly, ona nikomu nie powie.
- To wiem.
- Więc o co chodzi?
- Stałem przed nią w samych bokserkach! Dzięki, że mnie wczoraj ubrałeś.
- Nie ma za co, teraz w zamian choć tu i weź ze sobą śniadanie.

Zabrałem tacę z jajecznicą i kawą, która leżała na biurku, po czym razem z nią usiadłem koło Louisa na łóżku. Nagle zabrał mi ją z przed nosa i powiedział, że albo on mnie nakarmi albo nie będę jadł. Zgodziłem się oczywiście.

Wyszliśmy do szkoły, tuż przed budynkiem Lou przyśpieszył.

- Poczekaj na mnie Louis…
- Może lepiej będzie jak nie wejdziemy razem.
- Nie robi mi to różnicy marcheweczko – powiedziałem, a on się uśmiechnął – no taki uśmiechnięty wyglądasz ładniej.
- Okey, ale bez przesady, nie chcę żebyś miał przeze mnie problemy.

Weszliśmy do szkoły. Tommo usiadł pod klasą, a ja stanąłem z chłopakami. Nie było w pobliżu żadnego nauczyciela, więc chcieliśmy zapalić. Spojrzałem na mojego kochanka – ahh, jak to ładnie brzmi. Przytaknął, że mogę, więc zapaliłem.

- Patrz Hazz idzie Jessica – powiedział Malik ruszając znacząco brwiami.

Taa…Wiem, że jest mną zainteresowana. Znaczy ona spała już chyba z każdym w budzie, a teraz na cel wzięła sobie mnie. Zwykła tapeta ubierająca się tak żeby każdemu stawał na jej widok. Ale nie mi, ona mnie nie kręci, już bardziej Louis siedzący naprzeciwko mnie bardziej podnieca. To nie jest normalne, ale co tam.

- Cześć Hazzuś – powiedziała przejeżdżając ręką po moim torsie, i ruszyła w stronę toalet zapewne z zamiarem poprawienia tej swojej „gładzi szpachlowej”, którą ma na twarzy.
- Hej – rzuciłem od niechcenia.

Chłopaki zaczęli o czymś gadać, a ja nie zwracając uwagi na wychodzące z ich ust słowa gapiłem się na Louisa. Wiem co z nim robiłem, wiem, że przy nim czuję się inaczej, ale nie wiem jednego. Czy chciałbym z nim być? Czy jestem gejem? Skoro nie ruszają mnie dziewczyny odkąd go spotkałem to chyba mogę wykluczyć bycie bi. Jestem Louiso-seksualny, tak to dobre określenie jak na ten moment.

Zabrzmiał dzwonek na co wszyscy wraz z nauczycielem weszli do klasy. Zayn zmierzał w kierunku mojej ławki, gdy nagle puste miejsce zostało zajęte przez Lou.

- Masz jakiś problem Tomlinson? To moje miej…
- Panie Malik proszę usiąść, jeśli pan nie zauważył to zaczęła się lekcja – powiedział nauczyciel.

Wkurzony Zayn zajął ławkę za nami. Lekcja minęła spokojnie, może oprócz miziania mnie po nodze przez Lou, co oczywiście wzbudzało we mnie niewiarygodne emocje.

Reszta dnia była ok, na historii pan Johnson pochwalił Louisa za nauczenie mnie czegoś oraz mnie za dobrą ocenę z ostatnie pracy. Ja oczywiście także byłem wdzięczny Tommo za wszystkie ‘lekcje’. Z resztą zaproponowałem żebyśmy dziś zrobili sobie kolejną.

Wyszliśmy z klasy, Lou powiedział, że musi skoczyć jeszcze do trenera, więc ja poszedłem do szatni po nasze rzeczy.


   *Louis*

Udałem się do trenera i przekazałem mu, że z moją nogą już prawie dobrze i, że przyjdę na następny trening. Wyszedłem od niego w spokoju, gdy stało się to czego obawiałem się przez cały dzień.

- No i co Tomlinson, jak tam nóżka? – syknął Malik.
- Dobrze, zobaczymy się na następnym meczu – powiedziałem starając się nie okazywać strachu jaki mnie ogarnął.
- Mam ci przywalić mocniej?
- Nie dziękuję, obejdzie się.

Nagle Mike i któryś z pachołów Zayna, który nie mam pojęcia jak się nazywał bo raczej średnio mnie to interesowało, złapał mnie. Na szczęście w tym samym momencie wszedł Harry.

- No znalazł się nasz miłośnik kutasów! – krzyknął Zayn.
- Nie wiem o co ci chodzi Malik, ale zostaw Louisa w spokoju.
- Widzę, że bronisz swojego pedałka.
- Nie jesteś lepszy Malik! – musiałem się wtrącić i już miałem tego pożałować, ale Hazz złapał rękę Zayna.
- Tak? To sam mu przywal!
- Nie zrobię tego Zayn. Przykro mi.

Harry podszedł i zabrał mnie chłopakom, którzy byli zdezorientowani bo nie wiedzieli czy dorwać Hazze czy nie, bo jeszcze nie dawno był ich przywódcą. Właśnie, czyżby jednak zostawił dla mnie to wszystko co miał…


Inf. od autorki: Ten rozdział moim zdaniem jest nudny, ale następny będzie zdecydowanie ciekawszy. Przepraszam także za tak długą przerwę w dodawaniu rozdziałów, ale jakoś nie miałam na to czasu, no ale jest. Enjoy ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz