Schyliłem się żeby pomóc Lou
wstać, ale ten nie mógł się ruszyć:
- Złap mnie za szyję – powiedziałem spokojnym, ale stanowczym tonem.
- Harry nie trzeba, dam sobie
radę…
- Złap – mnie – za – szyję –
Tomlinson!
Louis wykonał moje polecenie i z
nim na rękach ruszyłem do szatni. Posadziłem go na ławce, trener przyniósł
tylko żel łagodzący i bandaż, po czym ruszył do chłopaków na boisko. Wziąłem
trochę go trochę na palce i zacząłem smarować miejsce, w które kopnął Malik.
- Aaa…zimne!
- Nie przesadzaj księżniczko.
Będzie dobrze, wyobraź sobie, że to lubrykant – powiedziałem
uśmiechając się.
- Chciałbyś…
- No jasne.
- Zapamiętać na przyszłość.
Styles woli lubrykant od gumek – powiedział, a
ja się zarumieniłem.
- Myślisz, że ta wiedza kiedyś ci
się przyda? – spytałem już trochę bardziej
poważnie.
- To się okaże…
- Dobra, trzeba cię teraz zanieść
do szpitala.
Podniosłem go i ruszyłem na
autobus, a z niego do szpitala. Prześwietlili tam Louisa po czym stwierdzili, że jego
noga nie jest złamana, ale poważnie obtłuczona i lepiej aby do końca tygodnia
nie uczęszczał do szkoły. Dali mu coś dzięki czemu mógł jakoś chodzić, choć ja
uparłem się, że wolę go zanieść.
Byliśmy już przed jego domem.
Trzymałem Louisa pod ramię, żeby nie upadł. Chciałem go wprowadzić i iść, ale:
- Harry? – powiedział Lou z miną małego szczeniaczka.
- Tak Louie?
- Może chciałbyś zostać trochę
dłużej?
- Ale ja…
- Powiedziałeś, że się mną
zaopiekujesz.
- Tak powiedziałem. Dobrze
księżniczko, zostanę.
Weszliśmy do środka, było tam
ładnie, mały salonik i kuchnia po drugiej stronie.
- LouLou to ty? – do przedpokoju weszła zapewne babcia Louisa.
- Tak babciu.
- Co ci się stało w nogę?
- Jak widzisz po stroju, byłem na
treningu i miałem mały „wypadek”. Harry pomógł mi dostać się do szpitala i do
domu – wskazał na mnie Tommo.
- Haroldzie to ty?
- Dzień dobry pani – powiedziałem z uśmiechem.
- Harry skąd znasz moją babcie? –
spytał ze zdziwieniem Louis.
- Wiesz moja mama przyjaźni się z
wieloma osobami z tej okolicy.
- Dobrze chłopcy, idźcie na górę,
nie będę wam przeszkadzać.
Weszliśmy do pokoju Lou, który
znajdował się na piętrze. Tomlinson odłożył torbę i z lekką trudnością dostał
się na łóżko.
- Co ona myśli, że będziemy
robić?
- Wiesz moja kochana babunia ma
różne teorie na temat mojej, jakby to powiedzieć seksualności.
- I nie myli się, prawda? – spytałem na co Louis zesztywniał.
- To chyba ja miałem ci zadawać
pytania…
- Ale odpowiesz mi kiedyś?
- Tak. Jaki jest twój ulubiony
kolor?
- Zielony, lubię koty, jak się
denerwuje to pale i wbrew pozorom nie jestem taki jaki ludzie myślą, że jestem…
- Mój czerwony. Jak nazwałbyś
kota? – pytał dalej Lou zupełnie ignorując
resztę informacji.
- Darcy, tak mi się wydaje.
- Czy wiesz, że Zayn się w tobie
kocha?
- Co!? Zwariowałeś?
- Nie. Taka jest prawda…ale nie
musimy o tym rozmawiać.
Nastała chwila ciszy i trwała jeszcze dobre 5 minut. Nie umiem stwierdzić czy była ona niezręczna, bo fakt iż
leżałem obok Louisa był…
- Powiedz mi coś szczerze Hazz…
- Co?
- Ale obiecaj, że to będzie
naprawdę szczere.
- Obiecuję księżniczko – uśmiechnąłem się lekko.
- Co do mnie czujesz? – spytał smutnym tonem Louis, jakby wiedział, że odpowiedź
go zrani.
- Ja…nie. Ahh, tak szczerze to
jesteś dla mnie wyjątkowy, niesamowicie wesoły i…i nie potrafię teraz określić
co konkretnie do ciebie czuję. Wiem, że gdy prze tobie jestem jest mi
tak…dobrze. Przy tobie jestem inny, chce być inny, lepszy. Ale nie wiem czy
potrafię ci to pokazać a co dopiero reszcie.
- Curly…
- Zapomnij.
Nagle Tommo wtulił się w moją
klatę piersiową.
- Nikt się nie dowie.
- Ja…
- Nie będę rozpamiętywać tego co
powiedziałeś. Możemy uznać, że po prostu głośno myślałeś.
Objąłem go w pasie i ułożyłem
twarz na jego włosach – Dziękuję Louie – wyszeptałem i pocałowałem go w to samo
miejsce, na którym przed chwilą spoczywała moja głowa.
Myślałem o wielu rzeczach. Minęło
chyba ponad 30 minut. Nawet nie zauważyłem kiedy Louis zasnął. Wsunąłem się z
jego uścisku. Znalazłem jakąś kartkę i długopis. Napisałem liścik, który
zostawiłem na biurku i wyszedłem.
„ Musiałem iść do domu. Nie chciałem cię budzić, z resztą wyglądasz
bardzo słodko jak śpisz. Nie idź jutro do szkoły, lekarz ci zabronił. Przyjdę
do ciebie po lekcjach.
Twój
Harry xx. ”
Inf. od autorki: Tym razem rozdział trochę krótszy od poprzednich, ale wydaje mi się, że nie jest aż taki zły. Miłość rozkwita <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz