niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział 6




Schyliłem się żeby pomóc Lou wstać, ale ten nie mógł się ruszyć:

- Złap mnie za szyję – powiedziałem spokojnym, ale stanowczym tonem.
- Harry nie trzeba, dam sobie radę…
- Złap – mnie – za – szyję – Tomlinson!

Louis wykonał moje polecenie i z nim na rękach ruszyłem do szatni. Posadziłem go na ławce, trener przyniósł tylko żel łagodzący i bandaż, po czym ruszył do chłopaków na boisko. Wziąłem trochę go trochę na palce i zacząłem smarować miejsce, w które kopnął Malik.

- Aaa…zimne!
- Nie przesadzaj księżniczko. Będzie dobrze, wyobraź sobie, że to lubrykant – powiedziałem uśmiechając się.
- Chciałbyś…
- No jasne.
- Zapamiętać na przyszłość. Styles woli lubrykant od gumek – powiedział, a ja się zarumieniłem.
- Myślisz, że ta wiedza kiedyś ci się przyda? – spytałem już trochę bardziej poważnie.
- To się okaże…
- Dobra, trzeba cię teraz zanieść do szpitala.

Podniosłem go i ruszyłem na autobus, a z niego do szpitala. Prześwietlili tam Louisa po czym stwierdzili, że jego noga nie jest złamana, ale poważnie obtłuczona i lepiej aby do końca tygodnia nie uczęszczał do szkoły. Dali mu coś dzięki czemu mógł jakoś chodzić, choć ja uparłem się, że wolę go zanieść.

Byliśmy już przed jego domem. Trzymałem Louisa pod ramię, żeby nie upadł. Chciałem go wprowadzić i iść, ale:

- Harry? – powiedział Lou z miną małego szczeniaczka.
- Tak Louie?
- Może chciałbyś zostać trochę dłużej?
- Ale ja…
- Powiedziałeś, że się mną zaopiekujesz.
- Tak powiedziałem. Dobrze księżniczko, zostanę.

Weszliśmy do środka, było tam ładnie, mały salonik i kuchnia po drugiej stronie.

- LouLou to ty? – do przedpokoju weszła zapewne babcia Louisa.
- Tak babciu.
- Co ci się stało w nogę?
- Jak widzisz po stroju, byłem na treningu i miałem mały „wypadek”. Harry pomógł mi dostać się do szpitala i do domu – wskazał na mnie Tommo.
- Haroldzie to ty?
- Dzień dobry pani – powiedziałem z uśmiechem.
- Harry skąd znasz moją babcie? – spytał ze zdziwieniem Louis.
- Wiesz moja mama przyjaźni się z wieloma osobami z tej okolicy.
- Dobrze chłopcy, idźcie na górę, nie będę wam przeszkadzać.

Weszliśmy do pokoju Lou, który znajdował się na piętrze. Tomlinson odłożył torbę i z lekką trudnością dostał się na łóżko.

- Co ona myśli, że będziemy robić?
- Wiesz moja kochana babunia ma różne teorie na temat mojej, jakby to powiedzieć seksualności.
- I nie myli się, prawda? – spytałem na co Louis zesztywniał.
- To chyba ja miałem ci zadawać pytania…
- Ale odpowiesz mi kiedyś?
- Tak. Jaki jest twój ulubiony kolor?
- Zielony, lubię koty, jak się denerwuje to pale i wbrew pozorom nie jestem taki jaki ludzie myślą, że jestem…
- Mój czerwony. Jak nazwałbyś kota? – pytał dalej Lou zupełnie ignorując resztę informacji.
- Darcy, tak mi się wydaje.
- Czy wiesz, że Zayn się w tobie kocha?
- Co!? Zwariowałeś?
- Nie. Taka jest prawda…ale nie musimy o tym rozmawiać.

Nastała chwila ciszy i trwała jeszcze dobre 5 minut. Nie umiem stwierdzić czy była ona niezręczna, bo fakt iż leżałem obok Louisa był…

- Powiedz mi coś szczerze Hazz…
- Co?
- Ale obiecaj, że to będzie naprawdę szczere.
- Obiecuję księżniczko – uśmiechnąłem się lekko.
- Co do mnie czujesz? – spytał smutnym tonem Louis, jakby wiedział, że odpowiedź go zrani.
- Ja…nie. Ahh, tak szczerze to jesteś dla mnie wyjątkowy, niesamowicie wesoły i…i nie potrafię teraz określić co konkretnie do ciebie czuję. Wiem, że gdy prze tobie jestem jest mi tak…dobrze. Przy tobie jestem inny, chce być inny, lepszy. Ale nie wiem czy potrafię ci to pokazać a co dopiero reszcie.

- Curly…
- Zapomnij.

Nagle Tommo wtulił się w moją klatę piersiową.

- Nikt się nie dowie.
- Ja…
- Nie będę rozpamiętywać tego co powiedziałeś. Możemy uznać, że po prostu głośno myślałeś.

Objąłem go w pasie i ułożyłem twarz na jego włosach – Dziękuję Louie – wyszeptałem i pocałowałem go w to samo miejsce, na którym przed chwilą spoczywała moja głowa.

Myślałem o wielu rzeczach. Minęło chyba ponad 30 minut. Nawet nie zauważyłem kiedy Louis zasnął. Wsunąłem się z jego uścisku. Znalazłem jakąś kartkę i długopis. Napisałem liścik, który zostawiłem na biurku i wyszedłem.

„ Musiałem iść do domu. Nie chciałem cię budzić, z resztą wyglądasz bardzo słodko jak śpisz. Nie idź jutro do szkoły, lekarz ci zabronił. Przyjdę do ciebie po lekcjach.
                                                                      
                                                                                              Twój Harry xx. ”



Inf. od autorki: Tym razem rozdział trochę krótszy od poprzednich, ale wydaje mi się, że nie jest aż taki zły. Miłość rozkwita <3


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz