*Louis*
Wyszliśmy ze szkoły z zamiarem
wstąpienia do domu Harrego, gdzie miałem nauczyć go na sprawdzian z historii.
- Hazz dlaczego się mu
postawiłeś, oni teraz…
- Nie obchodzi mnie to – mruknął Harry.
- Nie rozumiem, możesz przez to
stracić wszystko na co tak długo pracowałeś i to dla mnie, przecież nie wart…
Nie zdążyłem dokończyć bo loczek
odwrócił się do mnie, złapał za ramiona tak, że nie mogłem się ruszyć, po czym
spojrzał mi głęboko w oczy:
- Zrozum to Louis, warto! Jesteś
wyjątkowy okey?
Przytuliłem go tak mocno jak
tylko potrafiłem – okey Hazzuś – powiedziałem prosto w zagłębienie jego szyj.
~~
Weszliśmy do niego. Na kanapie w
salonie siedziała mama i siostra Hazzy.
- Cześć – krzyknął im, zdejmując buty – Przyszedłem z Louisem, będziemy
się uczyć na górze.
- Dobrze Harry, postaramy się nie
przeszkadzać – uśmiechnęła się jego mama.
Jego pokuj był inny od mojego,
mój był bardziej…hmm, gejowski. A u loczka było dosyć ciemno i można by
powiedzieć, że to pomieszczenia pasowało do jego charakteru, oczywiście zanim
dokładniej go poznałem.
Grzecznie usiedliśmy na łóżku i
zaczęliśmy się uczyć na sprawdzian. Tłumaczyłem mu cały materiał i wydawało mi
się, że naprawdę zaczyna to wszystko rozumieć.
- Curly przestań mnie prowokować!
- Przecież nic nie robię – uśmiechnął się Harry.
- Tak? To trzymaj łapki przy
sobie.
- Oj Louie, nie przesadzaj. Nie
wmówisz mi, że byś nie chciał – wymruczał mi
prosto do ucha loczek, którego ręka spoczywała właśnie na moim udzie.
- Tego nie powiedziałem, ale
został nam ostatni rozdział. Jak będziesz się grzecznie uczyć to dostaniesz
nagrodę kotku.
Harry ustąpił. Skończyliśmy naszą
pracę, gdy do pokoju wparowała Gemma – Harry
wychodzę na noc do chłopaka, a mama jedzie do pracy, będzie nad ranem. Nie zdemoluj
domu – powiedziała wychodząc. Z dołu usłyszeliśmy jeszcze jego mamę – Pa pa chłopcy, miłej nauki – słychać było
ruszający z podjazdu samochód, po czym Harold się na mnie rzucił. Wszystkie
książki spadły na ziemię a ja wiłem się pod nim siedzącym na moich biodrach.
~~~~
- Spokojnie, nigdzie ci nie ucieknę – zaśmiałem się.
- Wiem, ale tak bardzo cię pragnę
Louis.
Na te słowa zrobiło mi się
gorąco, a nasze wargi złączyły się. Wymienialiśmy dzikie pocałunki, a nasze
języki plątały się miedzy sobą co było niesamowicie namiętne. Harry ściągnął
moją koszulkę i spodnie z taką szybkością, że ledwo zwróciłem na to uwagę. Zrobiłem
to samo z jego ubraniem i przełożyłem go tak, że teraz ja siedziałem na nim,
osunąłem się niżej w taki sposób, że jego erekcja znajdowała się tuż przed moją
twarzą. Ściągnąłem mu bokserki do połowy ud, po czym wziąłem w rękę jego penis
i zacząłem wykonywać systematyczne ruchy. Gdy przyśpieszyłem Harry wił się pode
mną, jęczał i z moim imieniem na ustach doszedł. Jego nasienie zostało na mojej
ręce i brzuchu Hazzy, więc zaproponowałem wspólny prysznic. Weszliśmy do
łazienki znajdującej się w pokoju loczka.
- I jakie to uczucie kiedy sperma
spływa z torsu?
- Ha ha ha, bardzo zabawne.
Wolałbym żeby była twoja.
Uśmiechnął się po czym weszliśmy
pod prysznic. Wszedłem pierwszy a Hazz wszedł za mną. Oblałem się wodą, a potem
przemyłem mu brzuch jeżdżąc po nim delikatnie palcami.
- Louie to smyra – powiedział Harry łapiąc mnie w pasie i przyciskając do
ściany.
- Nigdy nie myślałem, że „zły” Harold
Styles będzie mnie przypierał do ściany z powodu niedosycenia seksualnego… - zachichotałem – jeszcze ci mało kotku?
- Bo ja nie jestem zły – zaśmiał się loczek – Ciebie? Zawsze mało.
Po tych słowach Hazz zaczął mnie całować.
Najpierw usta, szczęka, schodząc po szyi zasysają moją delikatną skórę robił
małe malinki. Wracając do ust ujął w rękę mojego penisa, na co cicho w nie jęknąłem. Zaczął
schodzić do parteru, już klęczał przede mną, gdy musiałem się wtrącić:
- Curly wiesz jeśli nie chcesz to
nie musi…
Nie zdążyłem dokończyć, Harry
wepchnął w siebie mojego kolegę tak głęboko, że odbił się on o tylną ściankę
jego gardła. Loczek spojrzał mi prosto w oczy, kontynuując to co zaczął - Jesteś jak rasowa dziwka Styles! - Wyjęczałem
wplatając ręce w jego włosy nadając mu odpowiednie dla mnie tępo – Ahh, Harry, ja pier…HARRY! – tym razem to ja
doszedłem z jego imieniem na ustach.
- Jesteś całkiem smaczny – uśmiechnął
się Hazz.
- A ty jesteś niesamowity
słoneczko – pocałowałem go.
~~~~
Wyszliśmy z pod prysznica i
ubraliśmy się, a tak właściwie to Harry został w bokserkach. Było już koło
22:00, wiec musiałem wracać do domu. Pożegnałem się z loczkiem całując go czule
na dobranoc.
- Pa kochanie.
- Pa pa Louie.
*Harry*
Gdy tylko Louis wyszedł
sprawdziłem swój telefon, okazało się, że Jessica urządza domówkę w ten
weekend.
From:
Harry xx.
Hej Lou, dostałeś zaproszenie do Jessicy?
From:
Louis x.
Tak i wyobraź sobie moje zdziwienie.
From:
Harry xx.
Idziemy na tą imprezę?
From:
Louis x.
Jasne będzie fajnie :*
From:
Harry xx.
Jasne. Dobranoc Louie :)
From: Louis x.
Miłych
snów Curly.
Inf. od autorki: Kolejny rozdział można by powiedzieć, że wstawiony z powodu moich urodzin (nie pogardzę życzeniami xD). Po kolejnym wstawię jeszcze dodatkową notatkę dotyczącą opowiadania, więc radzę ją przeczytać :) Enjoy!
Kiedy nastepny rozdział.???? :D
OdpowiedzUsuń