środa, 3 lipca 2013

Rozdział 12



Czas mijał, była już połowa grudnia.


   *Harry*

Siedziałem na historii i oglądałem prezentacje Louisa. Coraz bardziej utwierdzałem się w fakcie, że się zakochałem. Mój wzrok był wbity w jego miętowe rurki, granatowy sweter, czarne tomsy, włosy w nieładzie i piękne co chwile spoglądające na mnie lazurowe tęczówki – Jutro sprawdzę co zapamiętaliście – powiedział pan Johnson. Zadzwonił dzwonek, po którym wszyscy wyszli z klasy. Tommo stał przy sklepiku, a przy oknach stali chłopaki. Podszedłem do okienka niby z zamiarem kupienie czegoś.

- To co może dzisiaj powtórzymy materiał – powiedział do mnie Lou a ja ugiąłem się lekko pod wpływem jego warg i ciepłego oddechu przy moim uchu.  
- U mnie?
- Jeśli chcesz…
- Okey.

~~~

Siedzieliśmy w moim salonie, bo powtórzyliśmy już wszystko na jutrzejszą kartkówkę, oglądając jakiś nędzny serial.

- Jak spędzasz święta Hazz?
- W domu. Sam, bo mama wyjeżdża w jakąś delegacje, a Gemma spędza je z narzeczonym.
- To może chciałbyś pojechać za mną do Doncaster? Chciałem odwiedzić mamę i siostry a nie zostawię cię tu samego.
- Louie, naprawdę mogę?
- No jasne kotku. Wyjeżdżamy w poniedziałek.
- To w weekend zrobimy świąteczne zakupy.
- Dobrze Curly.
- Nie mogę się doczekać. Dziękuję LouLou.

Przytuliłem go i pocałowałem. Tommo od razu pogłębił pieszczotę. Robiło się coraz bardziej gorąco, moje ręce wylądowały pod jego swetrem, za to moja górna część garderoby znajdowała się już w nieznanym mi miejscu pokoju.

- Tak jak wtedy.
- Tylko teraz nie przeszkodzi nam twoja mama.
- To się okaże – zaśmialiśmy się oboje.

Przyciągnąłem Louisa bardziej w swoim kierunku. Patrząc mu w oczy jeździłem palcami po jego plecach.

- Masz piękny uśmiech marcheweczko.
- Aww…Harry.
- Kocham cię.

Powróciliśmy do poprzedniej czynności. Nasze języki plątały się miedzy sobą. Przez napieranie na siebie naszych ciał co chwile można było słyszeć jęki z naszej strony. Powoli zdjąłem z Louisa dolną część garderoby, sam zostając w spodniach.

- Dlaczego ty masz na sobie więcej ubrań – zaśmiał się Louis.
- Bo dzisiaj to ja zajmę się tobą – mówiąc to uśmiechnąłem się.

~~~~

Położyłem Lou pod sobą i ściągnąłem jego bokserki. Nachyliłem się nad jego penisem, którego aktualnie trzymałem w dłoni. Zataczałem językiem delikatne kółka na jego główce w międzyczasie zasysając go. Po krótkim dręczeniu Tommo w ten sposób zabrałem się do roboty. Swoim talentem do robienia mu dobrze oraz szybkimi ruchami doprowadziłem go do tego, że po kilku minutach jęczał od jak on to nazwał : „zajebistego orgazmu”. W sumie uznałem to za dowód, że jestem w tym całkiem niezły.

~~~~

- To co może herbatkę? – powiedział wtulony we mnie Lou.
- Tak Louie.
- Prawidłowa odpowiedź.
- Dobra ruszaj się – klepnąłem go w tyłek i uciekłem do kuchni.
- Nie martw się, zaraz ci oddam.

Lou dobiegł do kuchni i złapał mnie w pasie. Spojrzałem w dół sygnalizując mu, że jest zupełnie nago, na co on przytaknął i zaczął mnie całować po szyi jadąc coraz bardziej w dół. Gdy był już przy moim pasku zatrzymał się i stanął powrotem na równe nogi.

- Wydaje mi się, że to będzie odpowiednia kara.
- Ej…! To nie fair.
- Oj nie zachowuj się jak 5 latek Styles.
- No weź, już nie będę cię „bił”. Obiecuje.
- A czy ja mam coś przeciwko – zaśmiał się Lou – ale dobrze, przemyślę to czy jeszcze kiedyś moje wargi spoczną na twoim penisie.
- Ha ha ha – dodałem sarkastycznie.
- Dobra, chyba mieliśmy robić herbatę, co nie?
- Ty miałeś – uśmiechnąłem się.

Louis zrobił nam napoje, które już spokojnie w ubraniach wypiliśmy na kanapie.

~~~

- To ja lecę kociaku – powiedział Lou stojąc w drzwiach frontowych.
- Pa pa princess.

Zaśmialiśmy się. Dałem mu buzi, po czym wyszedł. Kładąc się spać dostałem sms-a o treści: „Trzeba było zostać u ciebie na noc, dobranoc Hazz ;*” i zdjęcie zmarzniętego Louisa z czerwonym noskiem, na które mimowolnie się uśmiechnąłem.


Inf. od autorki: Hejka, jak tam wam mijają wakacje? Mam nadziej, że rozdział się podoba i umili wam dzisiejszy dzień :) z góry uprzedzam, że w sezonie 2 będzie dużo więcej scen +18. Enjoy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz