Czas mijał, była już połowa
grudnia.
*Harry*
Siedziałem na historii i
oglądałem prezentacje Louisa. Coraz bardziej utwierdzałem się w fakcie, że się
zakochałem. Mój wzrok był wbity w jego miętowe rurki, granatowy sweter, czarne
tomsy, włosy w nieładzie i piękne co chwile spoglądające na mnie lazurowe
tęczówki – Jutro sprawdzę co zapamiętaliście
– powiedział pan Johnson. Zadzwonił dzwonek, po którym wszyscy wyszli z klasy.
Tommo stał przy sklepiku, a przy oknach stali chłopaki. Podszedłem do okienka
niby z zamiarem kupienie czegoś.
- To co może dzisiaj powtórzymy
materiał – powiedział do mnie Lou a ja ugiąłem
się lekko pod wpływem jego warg i ciepłego oddechu przy moim uchu.
- U mnie?
- Jeśli chcesz…
- Okey.
~~~
Siedzieliśmy w moim salonie, bo
powtórzyliśmy już wszystko na jutrzejszą kartkówkę, oglądając jakiś nędzny
serial.
- Jak spędzasz święta Hazz?
- W domu. Sam, bo mama wyjeżdża w
jakąś delegacje, a Gemma spędza je z narzeczonym.
- To może chciałbyś pojechać za
mną do Doncaster? Chciałem odwiedzić mamę i siostry a nie zostawię cię tu
samego.
- Louie, naprawdę mogę?
- No jasne kotku. Wyjeżdżamy w
poniedziałek.
- To w weekend zrobimy świąteczne
zakupy.
- Dobrze Curly.
- Nie mogę się doczekać. Dziękuję
LouLou.
Przytuliłem go i pocałowałem.
Tommo od razu pogłębił pieszczotę. Robiło się coraz bardziej gorąco, moje ręce
wylądowały pod jego swetrem, za to moja górna część garderoby znajdowała się
już w nieznanym mi miejscu pokoju.
- Tak jak wtedy.
- Tylko teraz nie przeszkodzi nam
twoja mama.
- To się okaże – zaśmialiśmy się oboje.
Przyciągnąłem Louisa bardziej w
swoim kierunku. Patrząc mu w oczy jeździłem palcami po jego plecach.
- Masz piękny uśmiech
marcheweczko.
- Aww…Harry.
- Kocham cię.
Powróciliśmy do poprzedniej
czynności. Nasze języki plątały się miedzy sobą. Przez napieranie na siebie
naszych ciał co chwile można było słyszeć jęki z naszej strony. Powoli zdjąłem
z Louisa dolną część garderoby, sam zostając w spodniach.
- Dlaczego ty masz na sobie
więcej ubrań – zaśmiał się Louis.
- Bo dzisiaj to ja zajmę się tobą
– mówiąc to uśmiechnąłem się.
~~~~
Położyłem Lou pod sobą i
ściągnąłem jego bokserki. Nachyliłem się nad jego penisem, którego aktualnie
trzymałem w dłoni. Zataczałem językiem delikatne kółka na jego główce w
międzyczasie zasysając go. Po krótkim dręczeniu Tommo w ten sposób zabrałem się
do roboty. Swoim talentem do robienia mu dobrze oraz szybkimi ruchami
doprowadziłem go do tego, że po kilku minutach jęczał od jak on to nazwał :
„zajebistego orgazmu”. W sumie uznałem to za dowód, że jestem w tym całkiem
niezły.
~~~~
- To co może herbatkę? – powiedział wtulony we mnie Lou.
- Tak Louie.
- Prawidłowa odpowiedź.
- Dobra ruszaj się – klepnąłem go w tyłek i uciekłem do kuchni.
- Nie martw się, zaraz ci oddam.
Lou dobiegł do kuchni i złapał
mnie w pasie. Spojrzałem w dół sygnalizując mu, że jest zupełnie nago, na co on
przytaknął i zaczął mnie całować po szyi jadąc coraz bardziej w dół. Gdy był
już przy moim pasku zatrzymał się i stanął powrotem na równe nogi.
- Wydaje mi się, że to będzie
odpowiednia kara.
- Ej…! To nie fair.
- Oj nie zachowuj się jak 5 latek
Styles.
- No weź, już nie będę cię „bił”.
Obiecuje.
- A czy ja mam coś przeciwko – zaśmiał się Lou – ale dobrze, przemyślę to
czy jeszcze kiedyś moje wargi spoczną na twoim penisie.
- Ha ha ha – dodałem sarkastycznie.
- Dobra, chyba mieliśmy robić
herbatę, co nie?
- Ty miałeś – uśmiechnąłem się.
Louis zrobił nam napoje, które
już spokojnie w ubraniach wypiliśmy na kanapie.
- To ja lecę kociaku – powiedział
Lou stojąc w drzwiach frontowych.
- Pa pa princess.
Zaśmialiśmy się. Dałem mu buzi,
po czym wyszedł. Kładąc się spać dostałem sms-a o treści: „Trzeba było zostać u
ciebie na noc, dobranoc Hazz ;*” i zdjęcie zmarzniętego Louisa z czerwonym
noskiem, na które mimowolnie się uśmiechnąłem.
Inf. od autorki: Hejka, jak tam wam mijają wakacje? Mam nadziej, że rozdział się podoba i umili wam dzisiejszy dzień :) z góry uprzedzam, że w sezonie 2 będzie dużo więcej scen +18. Enjoy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz