piątek, 31 maja 2013

Rozdział 5




- Louis zaczekaj, ja…
- Rozumiem, napisz do mnie później. Teraz muszę iść.

Otworzyłem drzwi, Lou minął Anne i Gemme.

- Kto to był skarbie? – spytała ze zdziwieniem mama.
- Louis, uczy mnie historii, bo mam zagrożenie jedynką.
- Co!? Harry, ale jak to?
- Normalnie. Sorry, ale jestem zmęczony. Dobranoc.

~~~

From: Harry xx.
  To co się stało było…sam nie umiem tego określić. Czułem się z tobą tak…ahh.

From: Louis x.
  Ja też nie wiem co o tym powiedzieć. To były emocje, przepraszam, po prostu nie wytrzymałem.

From: Harry xx.
  To może nie przejmujmy się tym tak bardzo, spróbujmy zapomnieć. Zobaczymy co będzie potem. Musisz przecież uczyć mnie dalej :)

From: Louis x.
  Może i masz racje. Postaram się następnym razem nie rzucić na ciebie. PS. Pamiętaj, że obiecałeś mi serię z pytań.

From: Harry xx.
  Dobrze Lou, przy najbliższej okazji. Dobranoc ;)

From: Louis x.
  Miłych snów Hazz ;*

From: Harry xx.
  Jeśli o tobie, to na pewno będą ;>



   *Louis*

Starałem się zasnąć, ale mój mózg mi na to nie pozwalał. Ciągle miałem przed oczami jego tęczówki, dalej czułem jego pocałunki na swoich wargach. Ile bym dał, żeby jeszcze raz móc dotknąć jego wyrzeźbionego torsu. Ale to raczej nie będzie możliwe. To, że się całowaliśmy, nie oznacza, że on mógłby być gejem. Może w ostateczności bi. Wiem też, że nie zostawiłby tego wszystkiego co ma, dla mnie. Po prostu nie mam szans, i jeszcze ten Malik, który się tak na niego gapi. Widać, że gdyby mógł to by się na rzucił na Hazze i go przeleciał. Ahh… Na szczęście moje życie zawsze było przepełnione pozytywnym myśleniem, dlatego teraz nie będzie inaczej. Jeszcze go zdobędę. Harry Styles będzie mój!

~~~~~~~

Lekcje minęły spokojnie, kilka wbrew pozorom miłych spojrzeń wymienionych z loczkiem. Widziałem, że tak jakby odpędzał chłopaków od miejsc, w których przebywałem. Choć myślę, że to raczej przypadek, bo jeśli chcieliby mi dowalić to pewnie już bym leżał gdzieś półprzytomny.

Po zajęciach poszedłem na trening. Zdążyłem się już zapoznać z wiadomością, że Zayn i Hazz będą grać tu ze mną. W końcu będę miał świadomość, że jestem lepszy. Ćwiczę grę w piłkę odkąd skończyłem 5 lat i nie powiem, że idzie mi to całkiem nieźle.

Zadzwonił dzwonek, co oznaczało, że trzeba iść się przebrać. Wszedłem do szatni, wszyscy już tam byli. Położyłem torbę na ławce i zacząłem się rozbierać. Oczywiście widziałem, że loczek się na mnie patrzy, więc starałem się robić to jak najbardziej ‘zmysłowo’.                                                 


   *Harry*

Przebierałem się spokojnie na trening gdy nagle do szatni wszedł Louis. Nie wzruszony jego obecnością kontynuowałem poprzednia czynność cały czas go obserwując, oczywiście tak aby inni nie zauważyli. Wyjął z torby swój strój i powoli zaczął ściągać dół zamieniając rurki na spodenki. Mało co widziałem przez jago dłuższą koszulkę, ale gdy to ona poszła w górę zrobiło mi się gorąco, wolnej przestrzeni w moich bokserkach było już o wiele mnie, na wspomnienie poprzedniego wieczoru. Mógłbym teraz powtórzyć to co działo się wtedy…Styles, o czym ty myślisz!?

Weszliśmy na boisko, staliśmy w szeregu kiedy trener mówił kto z kim w drużynie, na jakiej pozycji i, że gramy fair.

Wszyscy się ustawili, byłem w teamie z Zanem, a w przeciwnej był Tommo, grał w ataku. Malik też, ja miałem być w ataku, ale powiedziałem, że wolę gdzieś dalej, więc trener kazał mi stanąć trochę dalej od Zayna. Bardzo zabawne -.-

Zaczęliśmy grać, kilka szybkich wymian piłki i Louis strzelił nam gola. Byłem z lekka w szoku, bo nie wiedziałem, że tak dobrze gra. Po chwili od kolejnego rozpoczęcia, następna bramka. Trener powiedział mu, że jest dumny, ale, że my też pewnie chcemy mieć jakieś szanse. Lou przytaknął na to i po rozpoczęciu pozwolił nam podejść z piłką trochę bliżej, ale w pewnym momencie ją odebrał. Pomyślałem, że to dobry moment dla mnie. Na nieszczęście na tę samą okazję postanowił się ‘zgłosić’ jakiś debil, którego ani ja ani Louis nie zauważyliśmy. Już odbierałem Tomlinsonowi piłkę co było wielkim zdziwieniem dla niego, dla trenera i w sumie to dla mnie trochę też. Kiedy wymieniony powyżej kretyn mnie popchnął i wylądowałem na naszym mistrzu.

Leżeliśmy tak chwile, między nami nie było nawet milimetra przestrzeni, więc oczywiście mój kolega musiał dać o sobie znać w postaci nie małej erekcji. Błagałem w myślach aby tylko Louis tego nie poczuł.

Zacząłem się podnosić i podałem dłoń równie poszkodowanemu. Moim oczom ukazał się widok jego równie uniesionych w znaczącym miejscu spodenek. Bez słowa zeszliśmy na swoje połowy i zajęliśmy wskazane wcześniej pozycje. Gra się rozpoczęłam a ja usłyszałem tylko:

- Już po nim – słowa Malika odbiły mi się jeszcze kilka razy o uszy, zanim do mnie dotarło, że Lou stanie się krzywda.

Ruszyłem w stronę Zayna, ale było już za późno. Chodziło niby o to, że Malik miał mu wybić piłkę, a tak naprawdę kopnął go z całej siły w piszczel. Usłyszałem tylko głośny krzyk. Wszyscy łącznie ze mną podbiegli w stronę Louisa.

- Tomlinson co jest? Wszystko okey? – wypytywał trener.
- Nie! - krzyknął na niego trzymający się za nogę Louis.
- Malik czy ci do końca rozum odjęło!? – trener nie wytrzymał.
- To nie moja wina, ja chciałem tylko piłkę.

Nie wyrabiałem, Louis umiera z bólu, a oni się kłócą.

- Dosyć! – wrzasnąłem, co nieźle ich zdziwiło – Tomlinson zabieram cię do szpitala!
- Nie jestem pewien Styles czy jesteś odpowiednią osobą żeby… - zaczął trener.

- Dam sobie radę. Zaopiekuje się nim.


Inf. od autorki: Kolejny rozdział, enjoy! Mam nadzieję, że wam się podoba. Pamiętajcie, komentarze motywują. xx.

1 komentarz:

  1. Jeśli zawsze będziesz tak pisała to ja zawsze będę twoją fanką :*

    OdpowiedzUsuń