środa, 29 maja 2013

Rozdział 4




   *Harry*

Nie chciałem o nim myśleć, ale to, że go zraniłem bolało także mnie. Pierwszy raz miałem wyrzuty sumienia.

Louis nie zwracał na mnie uwagi przez kolejne dni, widziałem nawet, że zaprzyjaźnił się z Niellem, który na pewno buja się w Liamie, to widać. Ciekawe czy porozumiewają się tak dobrze bo Lou też jest gejem? Zastanawiało mnie to.

~~~~~~~

Na długiej przerwie razem z Zaynem postanowiliśmy zapisać się do szkolnej drużyny „Footballers”. Malik uznał, że fajnie będzie poturbować kogoś no boisku a ,że on tak jak i ja był dość wysportowany i dobrze zbudowany, więc nie będzie miał z tym problemu.

Udaliśmy się do trenera aby spytać o możliwość wstąpienia do drużyny:

- Słucham was chłopcy.
- Chcielibyśmy wstąpić do drużyny – powiedziałem krótko.
- Wy!? Żartujecie sobie, prawda? – zakpił z nas nauczyciel wychowania fizycznego.
- Nie, chcemy robić coś w szkole, będziemy grzeczni.
- A ty Styles nie masz przypadkiem ocen do poprawy?

No tak zapomniałem, że pan Johnson przyjaźnił się z trenerem.

- Tak, ale Louis ma mnie ucz…
- Louis Tomlinson?
- Tak, ale skąd pan…
- Mój jak na razie ulubiony zawodnik. Ok, zapiszę was, zobaczymy jak sobie poradzicie.

Znów dzięki Lou coś mi się udaje, chyba powinienem mu podziękować. Muszę się z nim spotkać.

- Pupilek kolejnego nauczyciela, jeszcze pożałuje – syknął Malik.
- Tak masz racje. – powiedziałem od niechcenia.

Musiałem go okłamać, tylko ja znam prawdę i mam nadzieje, że nikt inny jej nie pozna.

~~~

Wróciłem do domu, położyłem się na łóżku, spojrzałem na sms-a, którego wysłałem Louisowi. Dalej bez odpowiedzi. Dostał mój adres i prośbę o udzielenie mi dziś korepetycji.

Godzina 17:15, siedziałem sam w domu bo mama wraz z Gemmą urządziły sobie jakiś babski wieczór. Zszedłem do kuchni z postanowieniem zrobienia gorącej czekolady. Ku mojemu zdziwieniu podczas zalewania proszku gorącą wodą, usłyszałem dzwonek do dziwi.

- Proszę!

Moim oczom ukazał się Louis. Zesztywniałem, moje nogi odmówiły posłuszeństwa. Dlaczego on tak na mnie działa? Tak chyba w końcu dopuściłem tę myśl do siebie.

- Cześć Curly – powiedział tym swoim słodkim cieniutkim głosikiem Lou.
- Cześć Louis, rozgość się. Skąd przyszło ci do głowy mówienie do mnie Curly?
- Przepraszam, nie pomyślałem…
- Nic nie szkodzi, nie powiedziałem, że mi się nie podoba, jest nawet słodkie…ekhm…tylko nie mów tak do mnie przy innych, księżniczko.
- Co!? Księżniczko!?
- Sam wiesz czemu – uśmiechnąłem się szyderczo.
- Ok, CURLY – powiedział z podobnym wyrazem twarzy Lou – Bardzo dużą wagę ma dla ciebie to co mówią o tobie inni, prawda?
- Trochę. Jak twój brzuch? – spytałem próbują jakoś odbiec od tematu.
- Już prawie nie boli, ale nie wygląda za ciekawie.
- Pokaż – powiedziałem podchodząc do niego.
- Nie trzeba…Harry!

Nie przejęła mnie jego odmowa, pomimo oporu podniosłem mu koszulkę i…Miał cały siny brzuch.

- Przecież nie uderzyłem cię aż tak mocno, księżniczko.
- Ja po prostu mam bardzo delikatną skórę.
- Nie chciałem tego.
- Wiem, przecież przeprosiłeś.

Spojrzałem mu prosto w oczy. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że dalej trzymam ręce na jego torsie, który był no nie powiem całkiem niezły. Louis zbliżył się do mnie, a moje dłonie osunęły się lekko w dół. Nagle uśmiechnął się, odsunął, poprawił koszulkę i powiedział:

- Chyba miałem cię uczyć historii.
- Tak oczywiście.

Tomlinson zaczął wyjmować książki i wszystkie potrzebne materiały, gdy ja poszedłem po coś do picia. Wiem, że bawi go ta sytuacja, wygląda tak jakby wiedział, że to co się przed chwilą stało na mnie działa i zrobił to specjalnie żeby odegrać się za to co ja mu zrobiłem.
Ale chociaż wiem, że nie jest zły. Choć wolałbym aby nie domyślał się co do niego czuję.

Nauka szła nawet nieźle, przerobiliśmy jedną lekcje i przygotowaliśmy się do kartkówki, która czeka nas jutro. Nawet nie zauważyłem kiedy minęła 19:00.

- Całkiem dobrze ci idzie – stwierdził Louis z uśmiechem na ustach.
- Dzięki.
- Ale nie rozumiem w takim razie, czemu z twoich ocen wychodzi jedynka.
- Właśnie o to chodzi, że nie wychodzi mi jedynka, bez względu na to czy będziesz mi wierzył czy nie, to mówię ci, że Johnson się na mnie uwziął.
- Wierzę ci. Może mogę ci pomóc, mnie chyba polubił.
- Nie trzeba. I tak nie zdążyłem ci jeszcze podziękować.
- Za co? To nie w twoim stylu dziękować. Dla mnie robisz jakiś wyjątek?
- Kiedyś ci wymienię te wszystkie rzeczy. Wiem, że zdążyłeś już zauważyć, że nie w moim ‘stylu’ jest bycie uprzejmym, ale tobie się to należy. Jak dla mnie jesteś wyjątkowy.

Zapanowała cisza. Moje serce zaczęło bić szybciej kiedy się przysunął. Patrzył mi głęboko w oczy, dzieliły nas zaledwie centymetry. Nie mogłem się bronić. Nie dawałem sobie rady z tym co się dzieło z moim ciałem. Położył rękę na moim torsie, po czym wsunął ją pod moją bluzkę, która po chwili znalazła się na drugi końcu kanapy.

Moje serce waliło jak oszalałe, wypukłość moich bokserkach była już całkiem spora. Przełknąłem głośno ślinę i już chciałem coś powiedzieć kiedy poczułem jego usta na swoich. Odpłynąłem, dałem się ponieść emocją, oddawałem każdy pocałunek. Włożyłem mu ręce pod koszulkę i jeździłem palcami po jego plecach. Już chciałem ją ściągnąć gdy usłyszałem dzwonek do dziwi. Zerwaliśmy się z kanapy jak poparzeni, prawie spadłem, ale Louis mnie przytrzymał. Szybko zacząłem się ubierać.

- Harry jesteś w domu? Otwórz, zapomniałyśmy kluczy – usłyszałem mamę zza dziwi.
- Muszę już iść – powiedział w pospiechu Louis.


Inf. od autorki: Myślę, że to całkiem niezły rozdział. Już nie mogę się doczekać aby wrzucić kolejne. ~Z dedykacją dla mojej 'muzy'~

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, przez przypadek usunęłam twój komentarz. Jeśli mogłabyś napisać go jeszcze raz to byłabym ci wdzięczna, naprwdę przepraszam, ze mnie to jest straszna sierota :(

      Usuń