*Louis*
Halloween, szykuje się świetna
impreza, przynajmniej tak stwierdziliśmy z chłopakami. Jedziemy na nią do Londynu,
za miesiąc wyjeżdżam z Doncaster właśnie tam, ponieważ przenoszę się do nowej
szkoły, więc Jay uznała, że dobrze abym odwiedził to miasto i zapoznał się z
nim wcześniej.
Dojeżdżaliśmy na miejsce,
wyszliśmy na parking, przed nami stała całkiem sporych rozmiarów hala. Tuż
przed wejściem Stan zaczął zadawać swoje pełne niepewności pytania:
- Louis czy te stroje na pewno
były dobrym pomysłem?
- Jasne, przecież miało być
zabawnie.
- I nie uważasz, że ktoś wyśmieje
twój strój księżniczki?
- Jestem przebrany za księcia
idioto! Ile razy mam ci to powtarzać!?
- Ok, dobra chodźmy do środka.
~~~~~~~
Weszliśmy do hali i uderzyła w
nas głośna muzyka, ciemność przeplatana kolorowymi światłami oraz woń alkoholu
połączonego z seksem. To będzie niezapomniana noc.
Było dokładnie tak jak myślałem,
że będzie, wlałem w siebie tyle procentów co jeszcze nigdy, ja grzeczny i
uprzejmy Louis William Tomlinson. Nagle usłyszałem, że ktoś mnie woła, dał bym
sobie rękę uciąć, że to Stan, ale jednak trudno było do końca to określić z
takiej odległości, więc postanowiłem się zbliżyć. Szedłem za głosem, nagle
zrobiło się ciszej i poczułem jak ktoś złapał mnie za ramie:
- Co do…jezu Stan przestraszyłeś
mnie.
- Spokojnie Tomlinson, gramy w
butelkę z nowymi „koleżankami”.
- Aha super, a wołałeś mnie w
jakimś konkretnym celu?
- Tak, dziewczyny chciały cię
poznać i pytają czy grasz z nami?
- No mogę zagrać.
Gdy tylko Jenny zakręciła butelką
jako kolejna, czułem, że wydarzy się coś co zmieni moją przyszłość. Nie myliłem
się, wypadło na mnie i gdy tylko usłyszałem wyzwanie wstałem i zagłuszony
muzyką oraz ogólnie lekko oszołomiony ruszyłem przed siebie. W myślach
powtarzałem sobie słowa Jenny: „ Idź i pocałuj pierwszego chłopaka, który ci
się ‘spodoba’ ”.
Nie wiem czy to alkohol sprawił,
że powołałem się na tak szalone wyzwanie, ale raz kozie śmierć, co mi tam i tak
pewnie więcej nie spotkam tej osoby. Szedłem gdy nagle mnie olśniło, prawie sam
środek parkietu, loki. Gdy podchodziłem bliżej zauważyłem całkiem niezłe nogi i
do tego ta koszulka pod marynarką, która tak doskonale opinała jego tors. Byłem
już tak blisko, obróciłem go i wpiłem się w jego usta, czułem, że był
zaskoczony, ale zrobiłem to, więc oderwałem się od niego i już chciałem odejść
gdy poczułem, że ktoś łapie mnie za rękę, zostałem brutalnie lecz za razem
namiętnie obrócony, zdążyłem tylko zobaczyć piękne zielone tęczówki, gdy
poczułem jego usta na swoich. Pocałunek trwał chwilę, ale był moim zdaniem
magiczny. W końcu oderwał się ode mnie, spojrzał głęboko w oczy i powiedział to
jedno słowo: „Harry” po czym obrócił się na pięcie i tak po prostu odszedł.
Ja dalej tam stałem, moje serce
biło w niewyobrażalnie szybkim tępię, po głowie chodziła jedna myśl „Co się
właśnie stało!?”. W pewnym momencie doszło do mnie, że muszę wracać do Stana,
więc to postanowiłem zrobić. Nie mogłem go nigdzie znaleźć więc poszedłem na
parking bo uznałem, że może chcą już wracać do domu, nie myliłem się, stali tam
wszyscy:
- I jak twój ‘cudowny’ pocałunek,
dość długo cię nie było ? – spytał Stan.
- Yy…dobrze, znaczy był dość
ciekawy.
Moim zdaniem jest super :*
OdpowiedzUsuńDziękuję <3
UsuńFajny ^^
OdpowiedzUsuńdzięki =(^.^)=
Usuńeeeeeej! lubie opowiadania o Larry'm odgrywające się w szkole :D Zabieram się do dalszego czytania! <3
OdpowiedzUsuń:)
Usuń