czwartek, 23 maja 2013

Rozdział 2




Otworzyłem oczy, lekko się uniosłem i oparłem o tylną część łóżka. Światło próbowało wedrzeć się do mojego pokoju, ale ciemne zasłony na oknach nie pozwalały na to. Dzień jak co dzień, różniący się od wszystkich tylko tym, że dziś wyjeżdżam do Londynu.

Powoli zdjąłem z siebie pościel i wysuwając się z pod kołdry zszedłem z łóżka. Wziąłem ubrania, które mi zostały, bo byłem już spakowany. Wszedłem do łazienki, która znajdowała się tuż naprzeciwko mojego pokoju. Postanowiłem wejść pod prysznic, gorąca woda zawsze powodowała, że zapominałem o problemach, ale tym razem nie zadziałało, choć nie wiem czy można ‘go’ nazwać problemem…-”Harry”. Nie rozumiem tego, przecież nic tak naprawdę się nie stało, jeden niewinny pocałunek.

Wyszedłem z pod prysznica, dokładnie się wytarłem i ubrałem. Miałem na sobie swój ulubiony strój. Czerwone rurki i białą bluzkę w granatowe paski. Przeczesałem ręką włosy, kocham ten artystyczny nieład na mojej głowie.

Zszedłem na dół, Jay przekazała mi, że taksówka już czeka pod domem. Zacząłem się żegnać z siostrami, wszystkie rzuciły się na mnie i wyściskały za wszystkie czasy. Kiedy zostałem w końcu wypuszczony z ich uścisku, podszedłem do Jay i objąłem ją:

- Dalej nie rozumiem czemu muszę się tam przenieść…
- Tak będzie dla ciebie lepiej, zasługujesz na dobrą przyszłość i lepszych znajomych.

Po tych słowach wiedziałem, że nie ma już co dyskutować na ten temat. Spytałem tylko kiedy mogę ich odwiedzić i ruszyłem w stronę drzwi frontowych. Wsiadłem do samochodu, pomachałem jeszcze raz wszystkim na do widzenia i ruszyłem.

Podróż taksówką nie trwała długo, z niej od razu wybrałem się na pociąg. Po jakiś 50 minutach byłem już przed domem babci. Pamiętam jak odwiedzałem ją w czasach wczesnej młodości, teraz mam 18 lat i uważam, że nie wiele się zmieniło.

Dalsza część dnia minęła szybko, na rozpakowywaniu się i ogarnięciu pokoju, potem obiado-kolacja. Stwierdziłem, że pójdę spać wcześniej skoro jutro pierwszy dzień w nowej szkole. Najgorsze było to iż musiałem wstać o 7 rano.

~~~~~~~

Stałem przed budynkiem szkoły, był on dość duży choć nie powiem, widziałem większe placówki, wszedłem do środka i udałem się do dyrekcji. Po drodze minąłem kilku uczniów, którzy wydawali się być całkiem sympatyczni.

Razem z dyrektorką udałem się na lekcje. Gdzie miałem zostać przedstawiony mojej nowej klasie. Staliśmy przed sala od matematyki, gdy dyrektorka pociągnęła za klamkę. Wszedłem tuż za nią do klasy, stanąłem na środku kiedy ona tłumaczyła uczniom kilka rzeczy, między innymi to iż jestem tu 'nowy'. Rozglądałem się i oceniałem swoich przyszłym kolegów i koleżanki gdy nagle zobaczyłem jego.

Te loki, obcisła koszulka i czarne rurki. Nagle na mnie spojrzał, był zaskoczony i jakby przestraszony. Znów mogłem tonąć w zieleni jego pięknych tęczówek. Zrobiło mi się słabo, gdy usłyszałem, że mam usiąść tuż przed nim, czułem, że bardzo uważnie mi się przyglądał.


   *Harry*

Nie wierzę w to, wszedł tu i siedzi nie cały metr ode mnie, nie potrafię ogarnąć myśli, które krążą teraz po mojej głowie a powinienem jako najbardziej „niebezpieczny” chłopak w szkole zachować chociaż trochę powagi a tym czasem nie mogę się skupić na niczym innym niż jego lazurowe tęczówki, które przed sekundą spotkały się z moimi. Louis Tomlinson, „księżniczka”, z którą na Halloween się…NIE, Harry ogarnij się! Nie możesz o tym myśleć, nie jesteś gejem, to się stało pod wpływem alkoholu.

Ale w tym momencie on siedzi przede mną, wygląda inaczej niż wtedy, lepiej, ma czarne rurki i sweter w paski oraz włosy ułożone, w sumie to trudno określić jak.

~~Dryń…!~~

Musiałem wyjść z klasy, spojrzałem na niego jeszcze raz na korytarzu…boże jaki on ma tyłek! Nie no Styles, proszę cię przestań! Tak nie mogło być, nikt nie może się dowiedzieć o tamtym wieczorze, zwłaszcza Zayn i reszta chłopaków.

Musiałem się wyżyć, byłem zły, chyba na siebie albo na to, że to co zrobiłem może wyjść na jaw. Po szkole z chłopakami poturbowaliśmy jakiegoś z pierwszej klasy i od razu było mi lepiej:

- To co panowie, kreskę czy browara? – spytał z uśmiechem na ustach Zayn.
- A co wolisz Malik? – powiedziałem, tak naprawdę wiedzą co odpowie.
- A ty Hazz, co byś wybrał na moim miejscu?
- Kreskę. Ale jakoś nie mam ochoty więc chodźmy do mnie na browca.
- Jak ty mnie dobrze znasz Harry…dobrze jak chcesz.

Zawsze się ze mną zgadzają. Dobrze jest być takim, jak to mówią przywódcą, ale wiem, że jeśli dowiedzieliby się o Tomlinsonie to straciłbym to na co tak długo pracowałem. Okey Harry! Przestań się zamartwiać, idź się po prostu nawalić.

   *Louis*

Po lekcjach wróciłem do domu, zresztą na każdej tej 45 minutowej męczarni obserwowałem Harrego. Wciąż nie mogę uwierzyć, że on jest tak blisko, choć myślałem, że już nigdy go nie spotkam.

- Louis kolacja, zrobiłam kurczaka, zejdziesz? – usłyszałem babcie, która właśnie znajdowała się w kuchni.
- Tak, zaraz przyjdę.

Zszedłem z łóżka, na którym siedziałem od dobrych 15 minut rozmyślając nad loczkiem, to w sumie słodkie przezwisko jak dla niego ~Curly~.

Usiadłem do stołu, zacząłem konsumować i zaczęło się przesłuchanie na temat mojej umysłowej nieobecności.

- Coś się stało LouLou? Jesteś takie strasznie zamyślony.
- Nie, wszystko jest w jak najlepszym porządku, po prostu myślę o szkole.
- O szkole? Na pewno?
- Tak, przecież bym cię nie okłamał – powiedziałem odchodząc od stołu – dziękuję, było pyszne. Idę spać, dobranoc.

Poszedłem na górę. Nie okłamałem jej, prawda? Przecież chodziło o szkołę a dokładnie o osobę ze szkoły, więc liczy się jako prawda.

Umyty, w samych bokserkach leżałem pod kołdrą myśląc o wszystkim i o niczym. Harry, pocałunek, szkoła, on…on…on…To męczące, w mojej głowie ostatnio był tylko ‘on’. Dręczy mnie to i pewnie dręczyło by dalej gdyby nie dźwięk sma-a.

From: Unknow
  Obiecaj, że nikomu nie powiesz. Harold xx. 


Inf. od autorki: Mam nadzieję, że wam się podoba. Obiecuję, że z każdym kolejnym rozdziałem będzie coraz lepiej. Miłego czytania ;*

1 komentarz: