wtorek, 21 maja 2013

Rozdział 1



       *Louis*

Halloween, szykuje się świetna impreza, przynajmniej tak stwierdziliśmy z chłopakami. Jedziemy na nią do Londynu, za miesiąc wyjeżdżam z Doncaster właśnie tam, ponieważ przenoszę się do nowej szkoły, więc Jay uznała, że dobrze abym odwiedził to miasto i zapoznał się z nim wcześniej.
                       
Dojeżdżaliśmy na miejsce, wyszliśmy na parking, przed nami stała całkiem sporych rozmiarów hala. Tuż przed wejściem Stan zaczął zadawać swoje pełne niepewności pytania:

- Louis czy te stroje na pewno były dobrym pomysłem?
- Jasne, przecież miało być zabawnie.
- I nie uważasz, że ktoś wyśmieje twój strój księżniczki?
- Jestem przebrany za księcia idioto! Ile razy mam ci to powtarzać!?
- Ok, dobra chodźmy do środka.

~~~~~~~

Weszliśmy do hali i uderzyła w nas głośna muzyka, ciemność przeplatana kolorowymi światłami oraz woń alkoholu połączonego z seksem. To będzie niezapomniana noc.

Było dokładnie tak jak myślałem, że będzie, wlałem w siebie tyle procentów co jeszcze nigdy, ja grzeczny i uprzejmy Louis William Tomlinson. Nagle usłyszałem, że ktoś mnie woła, dał bym sobie rękę uciąć, że to Stan, ale jednak trudno było do końca to określić z takiej odległości, więc postanowiłem się zbliżyć. Szedłem za głosem, nagle zrobiło się ciszej i poczułem jak ktoś złapał mnie za ramie:

- Co do…jezu Stan przestraszyłeś mnie.
- Spokojnie Tomlinson, gramy w butelkę z nowymi „koleżankami”.
- Aha super, a wołałeś mnie w jakimś konkretnym celu?
- Tak, dziewczyny chciały cię poznać i pytają czy grasz z nami?
- No mogę zagrać.


Gdy tylko Jenny zakręciła butelką jako kolejna, czułem, że wydarzy się coś co zmieni moją przyszłość. Nie myliłem się, wypadło na mnie i gdy tylko usłyszałem wyzwanie wstałem i zagłuszony muzyką oraz ogólnie lekko oszołomiony ruszyłem przed siebie. W myślach powtarzałem sobie słowa Jenny: „ Idź i pocałuj pierwszego chłopaka, który ci się ‘spodoba’ ”.

Nie wiem czy to alkohol sprawił, że powołałem się na tak szalone wyzwanie, ale raz kozie śmierć, co mi tam i tak pewnie więcej nie spotkam tej osoby. Szedłem gdy nagle mnie olśniło, prawie sam środek parkietu, loki. Gdy podchodziłem bliżej zauważyłem całkiem niezłe nogi i do tego ta koszulka pod marynarką, która tak doskonale opinała jego tors. Byłem już tak blisko, obróciłem go i wpiłem się w jego usta, czułem, że był zaskoczony, ale zrobiłem to, więc oderwałem się od niego i już chciałem odejść gdy poczułem, że ktoś łapie mnie za rękę, zostałem brutalnie lecz za razem namiętnie obrócony, zdążyłem tylko zobaczyć piękne zielone tęczówki, gdy poczułem jego usta na swoich. Pocałunek trwał chwilę, ale był moim zdaniem magiczny. W końcu oderwał się ode mnie, spojrzał głęboko w oczy i powiedział to jedno słowo: „Harry” po czym obrócił się na pięcie i tak po prostu odszedł.

Ja dalej tam stałem, moje serce biło w niewyobrażalnie szybkim tępię, po głowie chodziła jedna myśl „Co się właśnie stało!?”. W pewnym momencie doszło do mnie, że muszę wracać do Stana, więc to postanowiłem zrobić. Nie mogłem go nigdzie znaleźć więc poszedłem na parking bo uznałem, że może chcą już wracać do domu, nie myliłem się, stali tam wszyscy:

- I jak twój ‘cudowny’ pocałunek, dość długo cię nie było ? – spytał Stan.
- Yy…dobrze, znaczy był dość ciekawy.


Inf. od autorki: Wiem, że w tym rozdziale pewnie są błędy i nie jest on doskonały, ale myślę, że możecie go potraktować bardziej jako wprowadzenie do głównej części opowiadania :3

6 komentarzy: