poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 18




   *Harry*

Wracaliśmy do domu w ciszy ciesząc się swoją obecnością. Choć chyba ta cisza brała się także stąd, że żaden z nas nie wiedział jak ująć w słowach towarzyszące nam uczucia po tym co się stało. Dla mnie to był najbardziej niesamowity wieczór w całym moim życiu. Do tej pory nie mogę uwierzyć, że kiedyś byłem takim chamem, a teraz mam Lou i jestem zupełnie inny, jestem szczęśliwy. Zastanawiało mnie jednak jedno i nie wiedziałem jak z nim o tym pogadać.

- Lou?
- Tak kochanie? – uśmiechnął się do mnie Tommo.
- Co zrobimy w szkole z…tym?
- Rozumiem, że masz na myśli nas?
- Tak. Może trochę źle to ująłem. Co zrobimy z tym, że jesteśmy razem, bo teraz to już chyba poważniejsze niż zwykłe zauroczenie, przynajmniej dla mnie i…
- Co chcesz. Sam zdecyduj. Nie każe ci zrezygnować z pozycji lidera, więc wybierz jak mamy się traktować w szkole.
- Ja…ja nie chcę się już z nimi zadawać. Miałeś racje Lou, Zayn jest gejem.
- I jest w tobie zakochany.
- Tego nie powiedziałem.
- Ale tak jest, widziałem jak na ciebie patrzy.
- Zayn jest brutalny i chamski, nie wiem czy kiedykolwiek się zmieni, co może oznaczać, że jeśli jest we mnie zakochany a ja odejdę do ciebie, to on może chcieć cię skrzywdzić, a na to nie pozwolę.
- Już kilka razy mnie broniłeś i widziałem, że był wściekły.
- Nie wiem, jestem w kropce. Może po prostu dajmy sprawą się rozwijać.
- Jestem jak najbardziej za – odpowiedział Louis i w tym samym momencie weszliśmy do domu.

Ku naszemu zaskoczeniu naprzeciwko nas stała mama Lou, a my zamarliśmy, ponieważ nasz ręce dalej były splecione.

- Chłopcy… - zaczęła Jay, a ja zauważyłem przerażenie na twarzy Tommo.
- Mamo, to nie tak jak… - Lou próbował się bronić, ale Jay mu przerwała.
- Jesteście razem, tak?
- My… - zaczął Louis patrząc na mnie, a ja dałem mu znak, że nie możemy się ukrywać przed nią wieczność – Tak – dokończył spuszczając głowę w dół.
- Nie jestem zła skarbie, cieszę się, że jesteś szczęśliwy. Czemu od razu mi nie powiedziałeś?
- Bałem się.
- Niepotrzebnie – powiedziała Jay podchodząc i przytulając nas w geście zrozumienia – Idźcie już spać, widzimy się rano.

Posłuchaliśmy tej rady i poszliśmy na górę. Rozebraliśmy się, położyliśmy, a ja bez namysłu wtuliłem się w Louisa.

- Twoja mama jest wspaniała, nie wiem czy moja byłaby aż tak wyrozumiała, choć dawała mi już znaki, że i tak by mnie akceptowała to i tak chyba nie mógłbym jej powiedzieć.
- Uwierz mi, że sam jestem zdziwiony jej zachowaniem – zaśmiał się Lou.
- Louis?
- Tak?
- To co się dziś zdarzyło…
- Kiedy tylko będziesz chciał – odpowiedział Lou na jeszcze nie zadane przeze mnie pytanie.

Nie powiedziałem już nic konkretnego, przytuliłem go tylko mocniej, zamruczałem kilka razy, po czym zasnęliśmy.

~~~

Ostatnie dni w domu Tomlinsonów spędziliśmy całkiem nieźle, czułem się tu naprawdę dobrze, posiłki z rodziną, wspólne spędzanie czasu i nawet Stan aż tak bardzo nie wpierdzielał się miedzy mnie a Louisa, ale jak się później okazało najgorsze miało nadejść.

~~~

Dzień przed wyjazdem Lou gdzieś wyszedł, a ja pomimo tego, że prosił aby został wyszedłem za nim. Doszedłem do jakiegoś parku i zobaczyłem swojego chłopaka w objęciach Stana. Całowali się. Nie mogłem na to patrzeć, mimowolnie do moich oczu napłynęły łzy, nigdy czegoś takiego nie czułem, byłem zraniony, czułem jak moje serce rozpada się na małe kawałeczki. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić, więc po prostu zacząłem biec.


   *Louis*

- Kurwa mać! Stanley co ty robisz!?
- Kocham cię!
- Zrozum, jestem z Harrym, kocham go i tylko jego. Nie waż się mnie więcej całować!
- Louis, musiałem. Gdy usłyszałem, że jesteś z tym debilem. Nie możesz, Louis!
- To jest moje życie Stan i mogę robić co mi się podoba.
- Ja byłbym dla ciebie lepszy!
- Daruj sobie. Jak już się uspokoisz to wtedy pogadamy, a teraz…pa.
- Louis!

Olałem go, odszedłem. Ja on mógł mnie pocałować? Boże gdyby Hazz to widział, załamałby się. Jak mogłem nie zauważyć, że Stan się we mnie kocha? Dobra nie ważne, muszę znaleźć loczka i spędzić z nim trochę czasu, właśnie tego teraz potrzebuję.

Wszedłem do domu i spytałem mamę gdzie jest Harry, a w odpowiedzi usłyszałem tylko, że wyszedł tuż za mną i już wiedziałem, że widział tą akcję ze Stanem i na pewno źle ją zrozumiał.

Wybiegłem z domu, dzwoniłem, ale nie odbierał. Pierwsze miejsce jakie przyszło mi do głowy to nasza łąka, ale nie wiem czemu czułem, że jednak go tam nie ma. Szedłem ulicą i zauważyłem na placu zabaw trzęsącą się czuprynę loków. Ulżyło mi, że nalazłem Hazze i, że nic u nie jest. Miałem tylko nadzieję, że trzęsie się z zimna a nie z powodu płaczu. Jednak się myliłem, podchodząc bliżej usłyszałem, że płakał i właśnie wtedy zrobiło mi się tak cholernie przykro.

- Harry…?
- Odejdź.
- Hazzuś…
- Idź sobie do tego pieprzonego Stana. I, że niby kurwa jestem dla ciebie najważniejszy, tak? Gówno prawda!
- Harrym wysłuchaj mnie proszę – złapałem go za ręce gdy chciał wstać i spojrzałem prosto w jego czerwone zapłakane oczy.
- Nie chcę cię słuchać!
- Harry uspokój się. Proszę, wyjaśnię ci – po moim policzku również spłynęła łza na myśl, że mógłbym go teraz stracić.
- Ty płaczesz? – uspokoił się na chwilę.
- Bo to nie tak jak ci się wydaję, nie widziałeś wszystkiego prawda? Nie wiesz o co chodziło.
- No nie widziałem…nie mogłem patrzeć jak się z nim migdalisz!
- Curly, poszedłem się z nim spotkać, bo mnie o to poprosił, nie chciałem żebyś szedł, bo wiem, że go nie lubisz. Spotkaliśmy się w parku, a ja zacząłem, że spotykam się z tobą i wtedy on mnie pocałował. Odepchnąłem go i krzyknąłem, że cię kocham i żeby się uspokoił ale tego już nie wiedziałeś. Potem odszedłem i chciałem spędzić z tobą czas, bo cię kocham Harry, strasznie cię kocham, uwierz mi. Wcale cię nie zdradziłem.
- Ja…
- Proszę – po moim policzku spłynęła kolejna słona łza.
- Dobrze, ufam ci. Nie potrzebnie tam szedłem, choć mogłem zostać już do końca, przepraszam.
- Nie masz za co, już prędzej ja powinienem przeprosić ciebie.


Hazz wstał i pocałował mnie. Oddawałem każdy pocałunek, kochałem jego miękkie, ciepłe malinowe usta i każdy ruch jaki nimi wykonywał był dla mnie tak cudowny, delikatny, ale i namiętny. Nie przejmowaliśmy się tym, że jest zimno, że wszędzie leży śnieg, że stoimy na środku placu zabaw, że ktoś się na nas gapi. Nie obchodziło nas to. Najważniejsza była ta atmosfera, to co było między nami. Uwielbiałem takie chwile.





Inf. od autorki: Kolejny rozdział, mam nadzieję, że się wam podoba. A tak nawiasem mówiąc, komentarze motywują do dalszej pracy :) Enjoy xx.

6 komentarzy:

  1. świetny. :) czekam na następny. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieje że zawsze będziesz tak dobrze pisać bo ja na pewno zawsze będę czytać twoje posty :D :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki moja kochana Aleksandro xd. Postaram się dalej pisać tak jak ty to ujęłaś, dobrze :)

      Usuń
    2. Wieże, że tak będzie :D
      Buziaki :*

      Usuń