*Harry*
Wracaliśmy do domu w ciszy
ciesząc się swoją obecnością. Choć chyba ta cisza brała się także stąd, że
żaden z nas nie wiedział jak ująć w słowach towarzyszące nam uczucia po tym co
się stało. Dla mnie to był najbardziej niesamowity wieczór w całym moim życiu.
Do tej pory nie mogę uwierzyć, że kiedyś byłem takim chamem, a teraz mam Lou i
jestem zupełnie inny, jestem szczęśliwy. Zastanawiało mnie jednak jedno i nie
wiedziałem jak z nim o tym pogadać.
- Lou?
- Tak kochanie? – uśmiechnął się
do mnie Tommo.
- Co zrobimy w szkole z…tym?
- Rozumiem, że masz na myśli nas?
- Tak. Może trochę źle to ująłem.
Co zrobimy z tym, że jesteśmy razem, bo teraz to już chyba poważniejsze niż
zwykłe zauroczenie, przynajmniej dla mnie i…
- Co chcesz. Sam zdecyduj. Nie
każe ci zrezygnować z pozycji lidera, więc wybierz jak mamy się traktować w
szkole.
- Ja…ja nie chcę się już z nimi
zadawać. Miałeś racje Lou, Zayn jest gejem.
- I jest w tobie zakochany.
- Tego nie powiedziałem.
- Ale tak jest, widziałem jak na
ciebie patrzy.
- Zayn jest brutalny i chamski, nie wiem czy kiedykolwiek się zmieni, co może oznaczać, że jeśli jest we mnie
zakochany a ja odejdę do ciebie, to on może chcieć cię skrzywdzić, a na to nie
pozwolę.
- Już kilka razy mnie broniłeś i
widziałem, że był wściekły.
- Nie wiem, jestem w kropce. Może
po prostu dajmy sprawą się rozwijać.
- Jestem jak najbardziej za – odpowiedział
Louis i w tym samym momencie weszliśmy do domu.
Ku naszemu zaskoczeniu
naprzeciwko nas stała mama Lou, a my zamarliśmy, ponieważ nasz ręce dalej były
splecione.
- Chłopcy… - zaczęła Jay, a ja
zauważyłem przerażenie na twarzy Tommo.
- Mamo, to nie tak jak… - Lou
próbował się bronić, ale Jay mu przerwała.
- Jesteście razem, tak?
- My… - zaczął Louis patrząc na
mnie, a ja dałem mu znak, że nie możemy się ukrywać przed nią wieczność – Tak –
dokończył spuszczając głowę w dół.
- Nie jestem zła skarbie, cieszę
się, że jesteś szczęśliwy. Czemu od razu mi nie powiedziałeś?
- Bałem się.
- Niepotrzebnie – powiedziała Jay
podchodząc i przytulając nas w geście zrozumienia – Idźcie już spać, widzimy
się rano.
Posłuchaliśmy tej rady i
poszliśmy na górę. Rozebraliśmy się, położyliśmy, a ja bez namysłu wtuliłem się
w Louisa.
- Twoja mama jest wspaniała, nie
wiem czy moja byłaby aż tak wyrozumiała, choć dawała mi już znaki, że i tak by
mnie akceptowała to i tak chyba nie mógłbym jej powiedzieć.
- Uwierz mi, że sam jestem
zdziwiony jej zachowaniem – zaśmiał się Lou.
- Louis?
- Tak?
- To co się dziś zdarzyło…
- Kiedy tylko będziesz chciał –
odpowiedział Lou na jeszcze nie zadane przeze mnie pytanie.
Nie powiedziałem już nic
konkretnego, przytuliłem go tylko mocniej, zamruczałem kilka razy, po czym
zasnęliśmy.
~~~
Ostatnie dni w domu Tomlinsonów
spędziliśmy całkiem nieźle, czułem się tu naprawdę dobrze, posiłki z rodziną,
wspólne spędzanie czasu i nawet Stan aż tak bardzo nie wpierdzielał się miedzy
mnie a Louisa, ale jak się później okazało najgorsze miało nadejść.
~~~
Dzień przed wyjazdem Lou gdzieś
wyszedł, a ja pomimo tego, że prosił aby został wyszedłem za nim. Doszedłem do
jakiegoś parku i zobaczyłem swojego chłopaka w objęciach Stana. Całowali się.
Nie mogłem na to patrzeć, mimowolnie do moich oczu napłynęły łzy, nigdy czegoś
takiego nie czułem, byłem zraniony, czułem jak moje serce rozpada się na małe
kawałeczki. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić, więc po prostu zacząłem biec.
*Louis*
- Kurwa mać! Stanley co ty
robisz!?
- Kocham cię!
- Zrozum, jestem z Harrym, kocham
go i tylko jego. Nie waż się mnie więcej całować!
- Louis, musiałem. Gdy
usłyszałem, że jesteś z tym debilem. Nie możesz, Louis!
- To jest moje życie Stan i mogę
robić co mi się podoba.
- Ja byłbym dla ciebie lepszy!
- Daruj sobie. Jak już się
uspokoisz to wtedy pogadamy, a teraz…pa.
- Louis!
Olałem go, odszedłem. Ja on mógł
mnie pocałować? Boże gdyby Hazz to widział, załamałby się. Jak mogłem nie
zauważyć, że Stan się we mnie kocha? Dobra nie ważne, muszę znaleźć loczka i
spędzić z nim trochę czasu, właśnie tego teraz potrzebuję.
Wszedłem do domu i spytałem mamę
gdzie jest Harry, a w odpowiedzi usłyszałem tylko, że wyszedł tuż za mną i już
wiedziałem, że widział tą akcję ze Stanem i na pewno źle ją zrozumiał.
Wybiegłem z domu, dzwoniłem, ale
nie odbierał. Pierwsze miejsce jakie przyszło mi do głowy to nasza łąka, ale
nie wiem czemu czułem, że jednak go tam nie ma. Szedłem ulicą i zauważyłem na
placu zabaw trzęsącą się czuprynę loków. Ulżyło mi, że nalazłem Hazze i, że nic
u nie jest. Miałem tylko nadzieję, że trzęsie się z zimna a nie z powodu
płaczu. Jednak się myliłem, podchodząc bliżej usłyszałem, że płakał i właśnie
wtedy zrobiło mi się tak cholernie przykro.
- Harry…?
- Odejdź.
- Hazzuś…
- Idź sobie do tego pieprzonego
Stana. I, że niby kurwa jestem dla ciebie najważniejszy, tak? Gówno prawda!
- Harrym wysłuchaj mnie proszę –
złapałem go za ręce gdy chciał wstać i spojrzałem prosto w jego czerwone
zapłakane oczy.
- Nie chcę cię słuchać!
- Harry uspokój się. Proszę,
wyjaśnię ci – po moim policzku również spłynęła łza na myśl, że mógłbym go
teraz stracić.
- Ty płaczesz? – uspokoił się na
chwilę.
- Bo to nie tak jak ci się
wydaję, nie widziałeś wszystkiego prawda? Nie wiesz o co chodziło.
- No nie widziałem…nie mogłem
patrzeć jak się z nim migdalisz!
- Curly, poszedłem się z nim
spotkać, bo mnie o to poprosił, nie chciałem żebyś szedł, bo wiem, że go nie
lubisz. Spotkaliśmy się w parku, a ja zacząłem, że spotykam się z tobą i wtedy
on mnie pocałował. Odepchnąłem go i krzyknąłem, że cię kocham i żeby się
uspokoił ale tego już nie wiedziałeś. Potem odszedłem i chciałem spędzić z tobą
czas, bo cię kocham Harry, strasznie cię kocham, uwierz mi. Wcale cię nie
zdradziłem.
- Ja…
- Proszę – po moim policzku
spłynęła kolejna słona łza.
- Dobrze, ufam ci. Nie potrzebnie
tam szedłem, choć mogłem zostać już do końca, przepraszam.
- Nie masz za co, już prędzej ja
powinienem przeprosić ciebie.
Hazz wstał i pocałował mnie.
Oddawałem każdy pocałunek, kochałem jego miękkie, ciepłe malinowe usta i każdy ruch jaki nimi
wykonywał był dla mnie tak cudowny, delikatny, ale i namiętny. Nie
przejmowaliśmy się tym, że jest zimno, że wszędzie leży śnieg, że stoimy na
środku placu zabaw, że ktoś się na nas gapi. Nie obchodziło nas to.
Najważniejsza była ta atmosfera, to co było między nami. Uwielbiałem takie
chwile.
Inf. od autorki: Kolejny rozdział, mam nadzieję, że się wam podoba. A tak nawiasem mówiąc, komentarze motywują do dalszej pracy :) Enjoy xx.
świetny. :) czekam na następny. :D
OdpowiedzUsuńDziekuję :) Już niedługo...
UsuńMam nadzieje że zawsze będziesz tak dobrze pisać bo ja na pewno zawsze będę czytać twoje posty :D :*
OdpowiedzUsuńDzięki moja kochana Aleksandro xd. Postaram się dalej pisać tak jak ty to ujęłaś, dobrze :)
UsuńWieże, że tak będzie :D
UsuńBuziaki :*
Aww, dzięki :*
Usuń