sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 16




   *Harry*

Siedziałem sobie spokojnie przy stole zajadając śniadanie, które zrobiła mama Lou. Już zapomniałem jak to jest gdy je się posiłki z rodziną, do tego mam obok siebie Louisa, czego więcej mógłbym chcieć?

- Smakuje ci Harry?
- Jest przepyszne proszę pani.
- Mów mi Jay.
- Dobrze – uśmiechnąłem się delikatnie.
- Oprowadzę cię dzisiaj po mieście. Co ty na to? – spytał Louis.
- Z chęcią, mam nadzieję, że macie tu coś ciekawego…
- Jest jedno takie miejsce…
- Już nie mogę się doczekać!

~~~

Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w miasto, już mieliśmy zagłębić się jakąś uliczkę gdy ktoś zawołał Louisa.

- Tomlinson! Tommo! Louis! – usłyszeliśmy krzyki.
- Charles, Stan! – Lou rzucił się na nich i wszyscy zaczęli się ściskać, a ja stałem sam z boku – Ale się za wami stęskniłem!
- No my za tobą też. Jak jest w Londynie?
- Świetnie.
- A kto to?
- A, to jest Harry mój…przyjaciel.
- Przyjaciel Louisa jest naszym przyjacielem – powiedział do mnie Stan raczej mało przyjaźnie, ale najwyraźniej tylko ja to zauważyłem – To co Tomlinson, idziemy gdzieś?
- Chciałem pokazać Harremu miasto…
- Przyłączymy się, ok?
- Jasne, nie masz nic przeciwko Hazz? – zwrócił się do mnie Louis.
- Ja…nie, nie mam.

Wyszliśmy wszyscy w miasto, przyznaję, że całkiem nieźle się już w nim orientuje. Lou cały czas był zajęty tymi swoimi koleżkami i do tego ze Stanem tak dziwnie się na siebie gapią. Dobra, jestem zazdrosny, ale tylko dlatego, że to miał być dzień spędzony sam na sam z Lou. Jeśli oni teraz będą się z nami spotykać codziennie to ten tydzień będzie dla nie katorgą.

Trochę już chodziliśmy i niedługo miało zajść słońce, Louis jakoś dziwnie na mnie spojrzał i chyba zrozumiał, że nie za bardzo odpowiada mi towarzystwo, w którym się znalazłem.

- Dobra panowie, my już musimy iść.
- Co? Louis jest jeszcze tak wcześnie, mieliśmy nadzieję na jakiś wieczorny melanż.
- Nie mogę, mam już na dzisiaj plany, może innym razem.
- Ok, na razie Tommo.
- Pa chłopaki – pożegnał się Lou i poszliśmy dalej.

Słońce schodziło już coraz niżej a my zagłębialiśmy się w jakieś ciemne uliczki. W końcu dotarliśmy do jakiejś drużki między krzakami, po przejściu po niej ukazała mi się polana pełna kwiatów i mała rzeczka. Louis pociągnął mnie dalej, żebym usiadł koło niego na trawie. Złapał moją dłoń i przejeżdżając po jej zewnętrzu splótł nasze palce. Widok był niesamowity, zachodzące słońce stąd było naprawdę przepiękne.

- Ładnie prawda?
- Co to za miejsce? – spytałem kładąc głowę na jego ramieniu.
- Zawsze przychodziłem tu żeby pomyśleć.
- I nikomu o nim nie mówiłeś?
- Nie.
- Nawet Stanowi?
- Nawet jemu.
- Co jest miedzy wami?
- Kiedyś…jeden numerek po pijaku. Nic nie znaczył…
- Aha.
- Nie bądź zazdrosny. Tylko ty się dla mnie liczysz.
- Nie jestem zazd…
- Jesteś.
- „Cause I can love you more than Stan” *
- Kocham cię Harry.

Złączyliśmy nasze usta w cudownym pocałunku i wróciliśmy do domu.

~~~


   *Louis*


Kolejne dni mijały normalnie, Harry bardzo zintegrował się z moją rodziną. Byłem szczęśliwy z tego powodu, ponieważ Hazz wiele dla mnie znaczy. Był jednak jeden minus przebywania tutaj. Zero kontaktów seksualnych, nie rozumiałem tego, za każdym razem gdy chciałem coś zrobić loczek uśmiechał się i mówił, że muszę poczekać. Kompletnie nie rozumiałem o co mu chodzi, ale ustąpiłem, czekam na wyjaśnienie. Oby nie za długo.




Inf. od autorki: Rozdział krótki, ale nie martwicie się po napisaniu kolejnego stwierdzam, że będzie dłuższy od One Shota. Wiem, wiem to się nazywa talent xD No ale mam nadzieję, że i tak ten rozdział wam się podoba. Enjoy xx.


* Kiedyś Harry zamienił słowa w piosence z "more than this" na "more than stan" http://www.youtube.com/watch?v=o_rOIJyP8tg 0:43 :)

2 komentarze: