*Harry*
Siedziałem sobie spokojnie przy
stole zajadając śniadanie, które zrobiła mama Lou. Już zapomniałem jak to jest
gdy je się posiłki z rodziną, do tego mam obok siebie Louisa, czego więcej
mógłbym chcieć?
- Smakuje ci Harry?
- Jest przepyszne proszę pani.
- Mów mi Jay.
- Dobrze – uśmiechnąłem się delikatnie.
- Oprowadzę cię dzisiaj po
mieście. Co ty na to? – spytał Louis.
- Z chęcią, mam nadzieję, że
macie tu coś ciekawego…
- Jest jedno takie miejsce…
- Już nie mogę się doczekać!
~~~
Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w
miasto, już mieliśmy zagłębić się jakąś uliczkę gdy ktoś zawołał Louisa.
- Tomlinson! Tommo! Louis! – usłyszeliśmy krzyki.
- Charles, Stan! – Lou rzucił się na nich i wszyscy zaczęli się
ściskać, a ja stałem sam z boku – Ale się za wami stęskniłem!
- No my za tobą też. Jak jest w
Londynie?
- Świetnie.
- A kto to?
- A, to jest Harry
mój…przyjaciel.
- Przyjaciel Louisa jest naszym
przyjacielem – powiedział do mnie Stan raczej
mało przyjaźnie, ale najwyraźniej tylko ja to zauważyłem – To co
Tomlinson, idziemy gdzieś?
- Chciałem pokazać Harremu
miasto…
- Przyłączymy się, ok?
- Jasne, nie masz nic przeciwko
Hazz? – zwrócił się do mnie Louis.
- Ja…nie, nie mam.
Wyszliśmy wszyscy w miasto,
przyznaję, że całkiem nieźle się już w nim orientuje. Lou cały czas był zajęty
tymi swoimi koleżkami i do tego ze Stanem tak dziwnie się na siebie gapią.
Dobra, jestem zazdrosny, ale tylko dlatego, że to miał być dzień spędzony sam
na sam z Lou. Jeśli oni teraz będą się z nami spotykać codziennie to ten
tydzień będzie dla nie katorgą.
Trochę już chodziliśmy i niedługo
miało zajść słońce, Louis jakoś dziwnie na mnie spojrzał i chyba zrozumiał, że
nie za bardzo odpowiada mi towarzystwo, w którym się znalazłem.
- Dobra panowie, my już musimy
iść.
- Co? Louis jest jeszcze tak
wcześnie, mieliśmy nadzieję na jakiś wieczorny melanż.
- Nie mogę, mam już na dzisiaj
plany, może innym razem.
- Ok, na razie Tommo.
- Pa chłopaki – pożegnał się Lou i poszliśmy dalej.
Słońce schodziło już coraz niżej
a my zagłębialiśmy się w jakieś ciemne uliczki. W końcu dotarliśmy do jakiejś
drużki między krzakami, po przejściu po niej ukazała mi się polana pełna
kwiatów i mała rzeczka. Louis pociągnął mnie dalej, żebym usiadł koło niego na
trawie. Złapał moją dłoń i przejeżdżając po jej zewnętrzu splótł nasze palce.
Widok był niesamowity, zachodzące słońce stąd było naprawdę przepiękne.
- Ładnie prawda?
- Co to za miejsce? – spytałem kładąc głowę na jego ramieniu.
- Zawsze przychodziłem tu żeby
pomyśleć.
- I nikomu o nim nie mówiłeś?
- Nie.
- Nawet Stanowi?
- Nawet jemu.
- Co jest miedzy wami?
- Kiedyś…jeden numerek po pijaku.
Nic nie znaczył…
- Aha.
- Nie bądź zazdrosny. Tylko ty się
dla mnie liczysz.
- Nie jestem zazd…
- Jesteś.
- „Cause I can love you more than
Stan” *
- Kocham cię Harry.
Złączyliśmy nasze usta w cudownym
pocałunku i wróciliśmy do domu.
~~~
*Louis*
Kolejne dni mijały normalnie,
Harry bardzo zintegrował się z moją rodziną. Byłem szczęśliwy z tego powodu,
ponieważ Hazz wiele dla mnie znaczy. Był jednak jeden minus przebywania tutaj.
Zero kontaktów seksualnych, nie rozumiałem tego, za każdym razem gdy chciałem
coś zrobić loczek uśmiechał się i mówił, że muszę poczekać. Kompletnie nie
rozumiałem o co mu chodzi, ale ustąpiłem, czekam na wyjaśnienie. Oby nie za
długo.
Inf. od autorki: Rozdział krótki, ale nie martwicie się po napisaniu kolejnego stwierdzam, że będzie dłuższy od One Shota. Wiem, wiem to się nazywa talent xD No ale mam nadzieję, że i tak ten rozdział wam się podoba. Enjoy xx.
* Kiedyś Harry zamienił słowa w piosence z "more than this" na "more than stan" http://www.youtube.com/watch?v=o_rOIJyP8tg 0:43 :)
Kiedy kolejny. ? :p
OdpowiedzUsuńPrzepisze dzisiaj lub jutro wstawię <3
OdpowiedzUsuń